środa, maj 22, 2024
Follow Us
×

Ostrzeżenie

JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/5185.
×

Uwaga

There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/5185
niedziela, 30 październik 2011 22:23

Pociągiem na szczyt

Napisane przez Cezary Rudziński
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Pociągiem na szczyt fot. Cezary Rudziński

Na Przełęcz Dziewicy w szwajcarskich Alpach podróżuję słynną koleją Jungfraubahn. I coraz częściej między drzewami pojawia się cel mojej podróży: obserwatorium na szczycie Sfinksa i położona poniżej niego, skryta pod ziemią stacja Jungfraujoch.

Podróż koleją Jungfraubahn zaczynam na dworcu Interlaken Ost, aby po 20 minutach jazdy zwykłym pociągiem elektrycznym dotrzeć do miejscowości Lauterbrunnen. W niej przesiadam się na pierwszy etap kolejowej górskiej wspinaczki. Kolejne 45 minut jadę już koleją zębatą. Dookoła coraz piękniejsze widoki na doliny, szczyty górskie, lasy i skalne zbocza.

Eiger Ambasador Express na wyłączność

Zatrzymuję się na stacyjkach Wengenwald, Wengen, Wengenalp. Pociąg staje na mijankach, aby przepuścić pociągi osobowe i towarowe zdążające w odwrotną stronę. Przez otwarte okna obserwuję i fotografuję krajobrazy zmieniające się, jak w kalejdoskopie. Nareszcie pociąg trafia na kawałek płaskiego terenu. To stacja i niewielka miejscowość wypoczynkowa szczególnie popularna zimą, Kleine Scheidegg na poziomie 2.061 m n.p.m. Tutaj czeka mnie niebywała atrakcja - Eiger Ambassador Express, czyli dwuwagonowy, nostalgiczny pociąg sprzed stu lat.

Maszyna była używana na specjalne okazje lub na zamówienie. To dopiero tu zaczyna się właściwa trasa kolei – jubilata, Jungfraubahn. Grupa, z którą przyjechałem, ma do dyspozycji cały ten maleńki pociąg - z maszynistą, konduktorem, własnym rozkładem jazdy wciśniętym między inne pociągi, kursujące na tej trasie.

{gallery}5185{/gallery}

Stacja Ocean Lodowaty. Wysiadać!

W końcu pociąg rusza w górę, aby w ciągu 52 minut pokonać ostatnie 1400m różnicy wysokości. Trasa wije się początkowo skrajem lodowca Eigergletscher, a później zboczy Eigeru i Mnicha. Widoki są coraz rozleglejsze - nie tylko na górskie szczyty i doliny, ale także na Interlaken i tamtejsze jeziora. Od czasu do czasu pociąg wjeżdża pod wiaty ochronne przed lawinami oraz do tuneli. Zatrzymuje się na stacjach–mijankach: Eigergletscher, Eigerwald. Każda z nich ma platformę widokową. Między nimi są setki metrów różnic wysokości.

Na Eismeer (Ocean Lodowaty) wysiadam. Jest trochę czasu na zwiedzanie stacji, która przez 7 lat, w trakcie budowy linii kolejowej, była stacją krańcową. Zwiedzam obszerne, wykute w skałach pomieszczenia. Niegdyś, aż do 1924r. znajdowała się w nich restauracja. Straciła ona jednak rację bytu po wybudowaniu innej placówki na przełęczy. Przez duże, ale zamknięte na głucho okna widać lodowiec i fragmenty masywów Eigeru i Mnicha.

Pociąg rusza dalej. Unowocześnione wagony dostosowane są do jazdy po ostrych stokach. Wiszące na ścianach lampy elektryczne wzorowane na naftowych, a także stoliki między ławkami, z wgłębieniami na postawienie naczyń, zawsze utrzymują poziom. Pomaga w tym siła ciężkości, a także specjalne dźwignie. Nierzadko między ich powierzchnią i ramą okna powstaje różnica kilkudziesięciu stopni. To widoczny wskaźnik, pod jak znacznym kątem pociąg wspina się w górę. Ostatni odcinek trasy kolejka jedzie już tylko tunelem. Wreszcie stacja Jungfraujoch. Wysiadam, robię sobie pamiątkowe zdjęcia z maszynistą.

Atrakcje Przełęczy Dziewicy

Tuż obok tunelu jest całe podziemne miasteczko. Są tu: stacja kolejowa, Pałac Lodowy, sklepy, bufety, restauracje z widokiem na lodowiec, a także sala wystawowa, w której sfotografowałem model pierwszego pociągu na Jungfraujoch z 1912 roku. Tunelami i windą wydostaję się na powierzchnię ziemi. Czeka mnie ślepiające słońce, tłumy turystów, fantastyczne widoki. Pomimo końca września nadal niektóre trasy narciarskie są czynne. Śnieg na lodowcu leży przez cały rok. Nad przełęczą, sąsiednimi szczytami i dolinami krążą dwa śmigłowce. To jedyny środek szybkiego transportu w dół, gdyby ktoś zasłabł na tej wysokości.

Windą wjeżdżam na szczyt Sfinksa (3.571 m n.p.m.), gdzie jest duża platforma widokowa. Jest tam też wspomniane już obserwatorium astronomiczne. Prowadzone są tam badania z różnych dziedzin nauki, gdyż sprzyja temu czystość powietrza. Jest więc stacja meteorologiczna, a poza tym bada się Słońce i gwiazdy. W obserwatorium pracują specjaliści od radiometrii mikrofalowej oraz promieniowania kosmicznego. To tu 3 czerwca 1982 roku odkryto wysokoenergetyczne neutrony ze Słońca. Jednak to wszystko jest dla turystów niedostępne.

Ludzie zaprawieni w turystyce górskiej i dysponujący odpowiednią ilością czasu oraz wyposażeniem mogą natomiast pokusić się o wejście na szczyt Dziewicy. Wymaga to, poza kondycją, co najmniej pięciu godzin. Możliwe jest tylko z przewodnikiem. Ale na pewno warto!

Do zbocza przyklejone są budynki: „Gletscherrestaurant" – Restauracji Lodowcowej, i „Top of Europe" z częścią hotelową, konferencyjną i wystawową. Pierwszy, drewniany Dom Turystów zbudowano tu w 1912 roku. W 1924r. powstał luksusowy hotel „Dom nad chmurami". Oba spłonęły jednak podczas niezwykle silnej burzy z piorunami w 1972 roku. Na ich miejscu w latach 1975 i 1987 powstały obecne obiekty.

Pałac Lodowy

Przyjechałem tu jednak tylko na krótko. Po zwiedzaniu czeka mnie obiad w restauracji. I tu: niespodzianka. Na deser w lodach znajduję krążek z emblematem stulecia kolei Jungfraubahn 1912–2012: pociągiem wyjeżdżającym z tunelu, którym jest jedno z zer cyfry 100. Na krążku są też szczyty Jungfrau, Mnich i Eiger w tle, a całość wpisana jest w koło zębate. W pierwszej chwili pomyślałem, że to plastikowa pamiątka. Okazało się jednak, że to jadalny wyrób z białej, barwionej naturalnie czekolady. Bardzo smaczny...

Mocno reklamowany Pałac Lodowy bardzo mnie rozczarował, zwłaszcza w porównaniu z innymi, które widziałem. Jest to dosyć długi, wilgotny i śliski korytarz. Pod ścianami znajduję lodowe figurki zwierzątek, już mocno wygładzone przez parowanie. Ciekawy okazał się natomiast lodowy bar. Na półeczkach na ścianach stały pokryte lodem butelki szampana, whisky i koniaku. Pod jedną ze ścian znalazłem trzy duże beczki. Przez 3 lata przechowuje się w nich whisky, która w tych warunkach ponoć wspaniale dojrzewa.

Stacja kolejowa na Jungfraujoch i inne tutejsze obiekty są obecnie w trakcie przebudowy, która prowadzona jest jednak tak, że nie przeszkadza turystom. Wykuwany jest tunel, który umożliwi zwiedzanie na podziemnej trasie istniejących już, lub powstających atrakcji turystycznych. Otwarcie ma nastąpić w kwietniu 2012 roku. A wcześniej, od 1 do 7 stycznia góra zostanie specjalnie oświetlona. Po zakończeniu tej inwestycji do dyspozycji turystów będzie nowa dworcowa hala przyjazdów, a także stałe wystawy: historii turystyki i dziejów kolei Jungfraubahn, ruchomy podziemny chodnik oraz Pałac Lodu.

W dół, obok północnej ściany Eigeru

Pora wracać na dół. Podróż trwa trochę krócej niż w górę, gdyż nie ma już przerw na podziwianie widoków ze stacji pośrednich. Poza tym pociąg jedzie na hamulcach, a nie pełną mocą silnika. Potem zatrzymuje się w miejscowości Kleine Scheidegg. Tu przeznaczam chwilę na zwiedzanie miasteczka. Poza stacją kolejowa jest w nim parę hoteli i restauracji. Podziwiam szczególnie piękny widok na Eiger ze słynną Północną Ścianą na pierwszym planie. A przy drodze znajduję dużą tablicę z zaznaczonymi trasami czterech wejść na tę ścianę. Przypominam sobie, że przeszły one do historii alpinistyki.

Pierwsze z nich było w 1938 roku i zostało nazwane klasycznym. Następne to wyprawa Johna Hadina z 1966 roku. Kolejne dwa wejścia to wyprawy alpinistów japońskich z 1969r. i czeskich z 1976r. Już na pierwszy rzut oka widać, jak trudna do pokonania jest ta ściana. Przewodnik informuje jednak o dodatkowym utrudnieniu. Na ścianę trzeba wejść jednego dnia lub wcale. Nie ma bowiem na niej miejsca, w którym można by przenocować.

Do Interlaken wracam inną drogą. Okazuje się bowiem, że linia kolejowa poprowadzona jest okrężnie wokół masywu górskiego. Rano przyjechałem zachodnią częścią gór, wracam - ze względu na ciekawsze oświetlenie - wschodnią. Można zresztą jeździć według uznania w obie strony. Zjeżdżając w dół do Brandegg i Terrassenweg mam bajkowe wręcz widoki na góry i zbocza pozostałych szczytów tej części Alp. Podziwiam więc czterotysięcznik Schreckhorn (4.078m) i Wetterhorn (3.701m).

Zazwyczaj podróż pociągiem jest tylko środkiem do celu – bywa mozolna, długa, nieprzyjemna. W szwajcarskich Alpach podróż kolejką Jungfraubahn to sama przygoda. A widoki po drodze są więcej warte niż niejeden cel innej wycieczki.

{jumi [*6]}

Więcej w tej kategorii: « Na narty do Czech Skarby Valletty »

a