sobota, październik 01, 2022
Follow Us
środa, 26 wrzesień 2012 11:57

W drogę bez kierowcy Wyróżniony

Napisane przez as
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
W pełni zautomatyzowany Lexus z floty Google W pełni zautomatyzowany Lexus z floty Google fot. Google

Znane z filmów sci-fi automatyczne samochody już wkrótce wyjadą na drogi i autostrady Kalifornii. Choć miną lata, zanim (jeśli w ogóle) wejdą do powszechnego użytku, już teraz budzą niemałe kontrowersje. Co zyskujemy, a co tracimy zamieniając kierowcę w kolejnego pasażera?

 

Chociaż w Polsce to zjawisko nieznane, samosterujące samochody istnieją już od pewnego czasu. Nad swoimi własnymi modelami od lat pracują takie koncerny, jak Audi, Volvo, Ford czy BMW. Jednak dopiero w tym roku niektóre stany w USA zezwoliły na testy w przestrzeni publicznej. Pierwsza była Nevada w lutym; teraz za sprawą sen. Alexa Padilli oraz gubernatora Jerry’ego Browna, dołączyła do niej sąsiadująca Kalifornia.

Można zrozumieć, dlaczego politycy tak łatwo dopuścili zautomatyzowane pojazdy do ruchu. Ostatecznie technologia wykorzystywana przez nie istnieje od dawna i wykorzystywana jest również w tradycyjnych maszynach. Nawet w Polsce, która nie należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie państw, nikogo nie zdziwi wbudowany tempomat czy czujniki odległości.

Jednak w przypadku w pełni samodzielnego samochodu wymagane jest dużo więcej. Tempomat musi nie tyle utrzymywać stałą prędkość, ale dostosować się do ruchu. Pojazd musi być w stanie sam zaparkować, zmienić pas ruchu i wykonać skomplikowane manewry. Jeśli komuś wydaje się to nieprawdopodobne, może się zdziwić: takie pojazdy już istnieją.

Nikogo nie zdziwi, że w całą sprawę zamieszany jest technologiczny kolos Google. Firma od pewnego czasu testuje swoją flotę 12 maszyn, jednocześnie lobbując za zmianami, których właśnie doczekała się Kalifornia. Według doniesień samochody Google przejechały łącznie prawie pół miliona kilometrów bez ani jednego wypadku.

To zresztą jeden z głównych argumentów zwolenników innowacji: zdecydowana większość wypadków, jak twierdzą, ma miejsce w wyniku ludzkiego błędu. Nietrudno wyobrazić sobie inne korzyści: możliwość zajęcia się czymś innym niż prowadzenie samochodu i umożliwienie samodzielnego transportu samochodowego osobom niepełnosprawnym, niewidomym, starszym czy będącym pod wpływem alkoholu.

Przeciwnicy nowej legislacji wskazują na możliwość konwersji każdego samochodu w zautomatyzowany bez konieczności uzyskania zgody od producenta. Według nich taka samowola powinna zostać uniemożliwiona. Trudno też wyobrazić sobie, jak komputer poradzi sobie z nieprzewidywalną jazdą innych uczestników ruchu drogowego. A skoro już o nich mowa – bardzo wielu z nas trudno byłoby namówić do rezygnacji z przejażdżki samochodem wtedy, kiedy mamy na to ochotę.

 

 

Jednak Sebastian Thrun oraz jego koledzy z Uniwersytetu Stanforda nie mają wątpliwości: automatyzacja to nie tylko udogodnienie, ale również konieczność. W samych Stanach Zjednoczonych w wypadkach drogowych ginie co roku ok. 40 tys. osób. Wprowadzenie inteligentnych pojazdów pozwoliłoby nie tylko wyeliminować ludzkie błędy, ale również lepiej zagospodarować drogi i pokierować ruchem. To z kolej, jak twierdzi Thrun, przełożyłoby się na brak korków, a co za tym idzie oszczędność czasu i paliwa.

Szkic ustawy o autonomicznych samochodach ma powstać do 2015 r. U nas zapewne jeszcze przez długi czas nie będzie mowy nawet o testowaniu , a co dopiero wprowadzeniu tego rozwiązania. Biorąc pod uwagę polskie drogi, nie jest to może najgorszy sposób.

Czas pozwoli nam rozwiązać również inny problem: jak wprowadzić kierowane komputerem pojazdy do języka polskiego? W końcu trudno znaleźć słowo, które pasowałoby lepiej niż „samochód” czy „auto”…

{jumi [*7]}

a