środa, styczeń 22, 2025
Follow Us
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 77.
piątek, 26 luty 2010 21:44

Anita Lipnicka w Fabryce Wyróżniony

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Magiczny, kobiecy wieczór już 8 marca warszawskiej Fabryce Trzciny. To tu Anita Lipnicka zaprezentuje swoje najnowsze, całkowicie autorskie produkcje. Więcej na temat tego szczególnego koncertu zdradza sama artystka...

{jumi [*4]}"Od dziecka marzyłam by grać na pianinie. Skończyło się na skrzypcach. Z lekcji pamiętam tylko wielkie buty mojego nauczyciela. Szło mi widocznie nie za dobrze skoro wzrok miałam ciągle wbity w podłogę. Wytrwałam jeden semestr… Dwa lata temu, podczas nagrań naszej ostatniej płyty z Johnem, zasiadłam sobie w studio za wielkim koncertowym fortepianem i zaczęłam niezdarnie pieścić czarnobiałe klawisze… „ You have piano Fingers!” – usłyszałam głos zza pleców. To był Chris Eckman, nasz producent. „You’ve got the right touch, you should play the piano”. Ja? Grać na piano? Przecież już stara jestem! Ja zacząłem jak miałem 36 lat. Spróbuj!.” Pół roku później zakupiłam w muzycznym prosty Keyboard Yamahy. I mnie opętało…
… Otworzyłam  tajemne drzwi i trafiłam na mój  „Hard Land of Wonder” – SUROWĄ KRAINĘ CUDOWNOŚCI… Zamiar był prosty: skonstruować prawdziwą emocjonalną bombę przy użyciu minimalistycznych środków wyrazu. I tak oto, na piętnastolecie  mojej działalności artystycznej, jakie  właśnie  w  tym roku mi wypada, wychodzę do ludzi z płytą absolutnie  debiutancką! Tak o niej myślę.  Bo to mój pierwszy  całkowicie autorski i  przeze mnie wyprodukowany album.
Miałam dużo szczęścia. Od samego początku był ze mną Cameron Jenkins, mój długoletni znajomy z Anglii, z którym nagrałam wcześniej  trzy płyty w Londynie. To Cameron przekonał mnie bym nagrała wszystkie fortepiany  sama, twierdząc, że cały ich czar polega na tym, że  są  takie ‘nieprofesjonalne’. I tak oto człowiek stamtąd pozbawił mnie kolejnego kompleksu. Podeszłam do sprawy na luzie i udało się! Przy użyciu współczesnej techniki oraz bardzo niewspółczesnego (ponad stuletniego) instrumentu zarejestrowaliśmy na taśmie materię ulotną i natchnioną.
Pewnie jeszcze wszyscy będą chcieli wiedzieć: Dlaczego po angielsku? A no tak się naturalnie sklejały słowa z melodiami, tak więc pozostało. Poza tym, blisko 8 lat spędzonych w anglojęzycznym duecie przekręciło mi głowę w jednym kierunku. Inna rzecz – cóż, mam marzenie: chciałabym wypłynąć z moją muzyką na jakieś szersze wody. Teraz albo nigdy. Tak czuję. Śpiewając po polsku bardzo ograniczyłabym sobie szanse na spełnienie tego pragnienia. Ostatni powód podaje szeptem: rzeczy, o których śpiewam są tak osobiste, że wstydziłabym się o nich opowiadać w języku ojczystym. Tekstowo to płyta o  miłości i zdradzie, związkach małżeńskich i pozamałżeńskich, o kochankach  przeklętych i wyśnionych… W końcu bycie w stałym związku ani posiadanie rodziny nie uchroni  nas od egzystencjalnych wewnętrznych poruszeń, nie zapewni spokoju ducha ani nie poskromi dzikości  serca…  Ups, a nie mówiłam, że to sprawy trudne do poruszania? - istny Hard Land Of Wonder. Surowa Kraina Cudowności i Trudny Grunt Zadumy w jednym. Użyłam więc angielszczyzny, jako wdzięcznego kamuflażu żeby sobie o tym wszystkim pośpiewać. Kto chce, niech sięgnie po słownik i sobie to rozszyfruje. Taka drobna zagadka kryminalna. Ode mnie dla Was."
Anita

{jumi [*7]}

a