piątek, październik 15, 2021
Follow Us
piątek, 19 październik 2012 10:15

Herman i Klijnstra w "Małych zbrodniach małżeńskich"

Napisane przez Ewa Neked
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
"Małe zbrodnie małżeńskie" "Małe zbrodnie małżeńskie" www.mckis.waw.pl

Mąż wraca do domu ze szpitala, a w domu wita go kochająca żona, która czyni wszystko, by pomóc mu odzyskać pamięć. Idylla? Nie, raczej wzajemne oszukiwanie się znudzonych sobą małżonków. To główny temat „Małych zbrodni małżeńskich", które pod koniec października wystawia w Warszawie Teatr Praga.

Dramat Erica-Emmanuela Schmitta lepiej sprawdza się na scenie niż w lekturze. W przypadku Teatru Praga też możemy liczyć na aktorskie popisy, gdyż w role głównych bohaterów, Lisę i Gilles'a, wcielili się Katarzyna Herman i Redbad Klijnstra. To między nimi rozgrywa się dramat małżonków, którzy pragną oszukać przeszłość i samych siebie.

W przedstawieniu zobaczymy jeden wieczór z życia Lisy i Gilles'a, małżeństwa z piętnastoletnim stażem. Amnezja Gilles'a to pretekst do ukazania skomplikowanej relacji tych dwojga. Żona stara się przywrócić partnerowi pamięć, opowiadając o ich wspólnym życiu i o nim samym – co robił, jak się zachowywał, kim był. Jednak zamiast opowieści mającej podstawę w realiach, Gilles słucha bajki o samym sobie, marzeń żony o szczęśliwym związku. Postać Gilles'a sprzed lat jest wyidealizowana, jego wady są starannie ukryte, a zalety wyeksponowane. Być może bohater chętnie by w ten piękny obraz uwierzył, ale jego amnezja się cofa. Nie informuje o tym jednak żony, bo chce ją poznać od innej strony. Kto pierwszy zorientuje się w sytuacji?

Małżonkowie okłamują się wzajemnie, a każde z nich próbuje „ugrać" coś dla siebie. Pragną, by ich związek na nowo odżył. Przekonają się jednak, że odbudowanie relacji wcale nie jest łatwe. Spektakl ten jest przewrotną historią o miłości i jej granicach, ze zbrodnią w tle.
- Dramat Erica-Emmanuela Schmitta jest dla mnie jedną z wariacji na temat małżeństwa. Stawia pytania o to, czym w swej istocie jest związek dwojga ludzi. Areną przemocy, czy dobrem, o które warto walczyć pomimo wszystko? Chciałbym, by opowiedziana przeze mnie historia Gilles'a i Lisy, bohaterów "Małych zbrodni małżeńskich", stała się punktem wyjścia do rozważań nad ontologią małżeństwa, do poszukiwań tej wartości, w imię której można posunąć się nawet do... zbrodni - mówi Marek Pasieczny, reżyser przedstawienia "Małe zbrodnie małżeńskie".
Utwór Erica-Emmanuela Schmitta daje powody do śmiechu i do refleksji. Z jednej strony jest to dramat o sile przyzwyczajenia i nudzie w związku, a z drugiej o mocy miłości i naszych wyobrażeniach o niej. Schmitt porusza więc problemy, z jakimi boryka się wiele związków. Pokazuje zazdrość kobiet, które snują wizje zdrad i mordów i którym mężowie nic o sobie nie opowiadają. Wzbudza w odbiorcach wątpliwość, czy w pewnych sytuacjach lepiej odejść czy dalej iść przez życie razem.
Premiera „Małych zbrodni małżeńskich" Teatru Praga odbędzie się w sobotę 27 października o godz. 20 w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki na ul. Elektoralnej 12 w Warszawie. Kolejne spektakle odbędą się 28 października o 20, 29 października o 21 i 30 października o 20.

{jumi [*7]}

a