środa, luty 01, 2023
Follow Us

Nawrocki

wtorek, 10 styczeń 2023 13:08

Łazienki Królewskie: czasy stanisławowskie w listach władców Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Składa się na nią 359 listów, głównie pisanych wzajemnie przez polskiego króla do rosyjskiej carycy, chociaż również do jej wysokich rangą urzędników Składa się na nią 359 listów, głównie pisanych wzajemnie przez polskiego króla do rosyjskiej carycy, chociaż również do jej wysokich rangą urzędników mat.pras

Park łazienkowski  i Muzeum Łazienek Królewskich są jedną z turystycznych atrakcji Warszawy. Ulubionym miejscem spacerów i wypoczynku mieszkańców, cennych i ciekawych ekspozycji stałych i wystaw czasowych w historycznych budynkach przyciągających również gości z kraju i świata.

Ale nawet ci, którzy zwiedzają te muzea i wystawy, często nie wiedzą, że oprócz cennych merytorycznie, z bogactwem ilustracji, publikacji ukazujących się z okazji kolejnych wystaw, muzeum to wydaje również bardzo wartościowe, wręcz pomnikowe dzieła dotyczących naszej historii i władców. Jednym z nich jest dwutomowa „Korespondencja Stanisława Augusta z Katarzyną II i jej najbliższymi współpracownikami (1764-1796).

Ukazała się ona w końcu ub. roku, jest pierwszym pełnym zbiorem tej korespondencji w tłumaczeniu na współczesny język polski z francuskich oryginałów. W znakomitym opracowaniu, z obszernymi komentarzami, a całość poprzedzona przedmową i obszernym, w sumie blisko 150 stronicowym, wstępem autorki tego dzieła. A także bogatej bibliografii, obszernych indeksów nazwisk i geograficzno–rzeczowego Jego dodatkowym plusem jest ponad 200 ilustracji z ich spisem, głównie starannie dobranych portretów zarówno polskich, jak i zagranicznych przedstawicieli tamtej epoki. Ale również innych dzieł oraz faksymile niektórych listów lub ich brudnopisów. Ponadto 9 kolorowych map Polski i jej sąsiadów w tamtym, burzliwym okresie historycznym.

Korespondencja ta nie jest oczywiście kierowana do masowego czytelnika. Szczególnie cenna jest, jako naukowo opracowane źródło dla historyków, zwłaszcza specjalizujących się w czasach stanisławowskich. Ale warta lektury również dla ludzi interesujących się naszą przeszłością. Szczególnie w okresie postępującego upadku niegdyś potężnej w Europie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zakończonego tragicznymi rozbiorami i likwidacją Polski, jako państwa. Mimo dobrego formalnego wykształcenia współczesnych nam Polaków, uwzględniając również posiadających tylko średnie, wiedza o przyczynach, okolicznościach i przebiegu tego upadku jest powszechnie raczej tylko wyrywkowa lub powierzchowna.

„Król Staś” i obiady czwartkowe, rozwój oświaty i kultury z paroma wybitnymi dla niego postaciami, Sejm Czteroletni, Konstytucja 3 maja 1791 roku oraz Insurekcja Kościuszkowska z jednej. I wewnętrzne walki polityczne Polaków z konfederacjami: barską i targowicką, bo o radomskiej i toruńskiej innowierców niewielu słyszało, tragicznego w skutkach szlacheckiego „liberum veto” oraz rosnąca zależność kraju głównie od dwu sąsiadów: Rosji i Prus z drugiej strony, to chyba, i tylko bardzo pobieżnie, główne fakty kojarzone powszechniej z ostatnimi dziesięcioleciami istnienia przedrozbiorowej Polski. 

A warto bliżej poznawać wiedzę o tamtych czasach, postawach i postępowaniu naszych przodków. Bo nie zdajemy sobie chyba sprawy, jak wiele z nich jest aktualnych również współcześnie. Omawiane dwa tomy listów i, co podkreślę jeszcze raz, komentarze do nich, a także znakomity wstęp prezentujący epokę oraz poprzedzające ją wydarzenia i okresy historyczne, pozwalają poznać i zrozumieć jak potężne niegdyś państwo stoczyło się do niebytu. Autorka opracowania i wstępu przypomina przy tym, że upadek zaczął się wcześniej. Co najmniej od wojen kozackich XVII wieku.

A także innych, narzuconych nam, lub w które Polska rządzona przez miernych królów została wplątana: ze Szwecją, państwem moskiewskim, a później, od czasów Piotra I Wielkiego po zdruzgotania przez niego potęgi szwedzkiej w bitwie pod Połtawą w 1709 roku, Imperium Rosyjskim, Turcją (z którą mieliśmy wspólną granicę – kto o tym pamięta lub w ogóle wie?), a wreszcie rosnących w potęgę Prus Fryderyka II. Nazywanego Wielkim, ale bez należnego mu dodatku Fałszerza Monet. Bo to na jego polecenie bito masowo fałszywe polskie srebrne monety niskiej próby, niszcząc w ten sposób gospodarkę Rzeczypospolitej. Z – niestety, to też prawda – równocześnie rosnącą w kraju anarchią, zwalczaniem się, również zbrojnym, a nie tylko politycznym, magnaterii, jej prywatnych wojsk. Oraz ogromnym bogactwem wielkich rodów pochodzącego głównie z ogromnego wyzysku pańszczyźnianych chłopów. 

No i życiem, także szlachty, zgodnie z zasadą „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Oraz klientelizmem i zależnością od magnatów szlacheckiej, ciemnej i niewykształconej drobnicy. Rosnącym, z czasem coraz bardziej, wpływem obcych państw na wybory polskich królów oraz podejmowane w Polsce decyzje z wykorzystaniem „liberum veto”. Prawem do sprzeciwu nawet pojedynczych posłów na sejmiki i sejmy. Co miało zapobiegać („wszystkich nie da się przekupić”) autorytaryzmowi władców na wzór innych europejskich potęg oraz podejmowaniu decyzji godzących w interesy szlacheckich „panów braci”. Nawet w przypadku koniecznych dla obrony kraju podatków na wojsko.

A stało się głównym źródłem anarchii w Polsce, zrywania sejmików i sejmów, bo okazało się, że przekupywanie posłów (wystarczyło jednego do zerwania obrad!) na nie przez magnatów czy obce dwory nie stanowi problemu. Przy czym prawa tego nie udało się, w przypadku sejmów, znieść do końca istnienia I Rzeczypospolitej. Bo nie pozwalali na to sąsiedzi: Rosja i Prusy pod pretekstem „obrony wolności”, gdyż anarchia i niemożność dokonywania reform koniecznych dla uratowania polskiego państwa i jej gospodarki, nie leżała w ich interesie. Liczne, nieudane próby Stanisława Augusta i sejmów, aby znieść „liberum veto”, są jednym z ważnych tematów opublikowanej korespondencji. 

Składa się na nią 359 listów, głównie pisanych wzajemnie przez polskiego króla do rosyjskiej carycy, chociaż również do jej wysokich rangą urzędników – i przez nich do polskiego władcy, lub w nielicznych przypadkach jego współpracowników i wzajemnie. Jest to korespondencja z okresu od 31 października 1772 roku, czyli czasu, gdy Stanisław August i Katarzyna dawno nie byli już (w latach 1756-1756) kochankami. Ona wówczas jeszcze tylko księżna, żona następcy tronu Piotra III, on najpierw jako prywatny sekretarz brytyjskiego ambasadora, później poseł saski w Petersburgu. 

Ale już w okresie początkowym tej korespondencji był jej kandydatem ( formalnie Familii Czartoryskich) na polskiego króla, bo mu to obiecała jako „wygodnemu” dla niej, czyli uległemu. A później królem koronowanym 25 listopada 1764 roku. Ostatnimi listami w tym zbiorze są pisane przez Katarzynę II w Carskim Siole 26 maja (lub czerwca) 1796 r. czyli wkrótce przed śmiercią (17 listopada) do zdetronizowanego już (abdykował 25 listopada 1795 r. już internowany w Grodnie) Stanisława Augusta. Oraz po nim jeszcze 2 listy do i od jej ministra P.A. Zubowa z czerwca i lipca tegoż roku. Zgodnie z zapewnieniami autorki ich opracowania, wszystkie znane i zachowane. Z pominięciem tylko „okolicznościowych” (śluby, zgony itp.).

Lektura tych listów do łatwej nie należy, chociaż przetłumaczone zostały z francuskich oryginałów na współczesny język polski. Czytając je trzeba jednak przyzwyczaić się do ówczesnego języka dyplomatycznego oraz tytulatury. Z kuriozalną, w jednym liście Stanisława Augusta do Katarzyny II ( z około 28 stycznia 1765 r, list nr 9) zaczerpniętą przez chyba mało jeszcze doświadczaną kancelarię królewska, z tytulatury rosyjskiej carycy. Brzmiącą już wówczas jak ponury żart: „My, najjaśniejszy, najwyższy i najpotężniejszy władca Stanisław August, z Bożej łaski król polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, wołyński, podolski, podlaski, inflancki etc.etc.”. 

Wzajemnego tytułowania się, podobnego jak wówczas w korespondencji innych władców: Pani Siostro (we francuskich oryginałach Madame Ma Soeur”, czyli w staropolszczyźnie „Mościa Siostro”), Panie Bracie. Form grzecznościowych za którymi nierzadko kryły się kłamstwo i obłuda. Ale listów trudnych w lekturze ze względu na zawarte w nich fakty, często przybliżane czytelnikowi w komentarzach i odsyłaczach. A przede wszystkim nierzadko pokorne, przekraczające zasady kurtuazji, wręcz służalcze sformułowania polskiego króla. Równocześnie korespondencja ta, niesłychanie ważna dla poznania i zrozumienia historii politycznej epoki stanisławowskiej, zawiera mnóstwo faktów i związanych z nimi okoliczności oraz ówczesnych ocen wydarzeń. 

Pomimo, jak już wspomniałem, nierzadko wręcz służalczego tonu listów polskiego króla nie tylko do carycy, ale również jej współpracowników, zawierają one mnóstwo dowodów jego troski o Polskę, rozumienie konieczności i próby modernizacji jej ustroju, wzmocnienia gospodarki i obronności. Stawiają ostatniego naszego króla w bardziej korzystnym świetle, niż opinia o nim wynikająca z „czarnej legendy” stworzonej jeszcze za jego życia i na podstawie ówczesnych publikacji, pogłębiona później przez niektórych historyków. Na co zwraca uwagę autorka opracowania tego zbioru listów i wstępu do niego oraz komentarzy.

Był to, co prawda, król słaby, ale panujący w okresie postępującego, chyba nieodwracalnego w ówczesnych warunkach geopolitycznych, upadku kraju. Sporo jednak zdołał zdziałać w dziedzinie kultury i nauki, w opóźnieniu niektórych procesów politycznych i gospodarczych. Chociaż Polska nie była już państwem niepodległym. Rządzonym faktycznie nie przez króla, rząd (Rada Nieustająca) i sejm, lecz carskich namiestników w randze ambasadorów. Decydujących, jakie zmiany, reformy, decyzje, mogą zostać podjęte, aby nie były sprzeczne z interesami Rosji. A później również słabszych od nich Prus, ale jednak ważnego sojusznika w realizacji planu unicestwienia Polski.

Austria tylko korzystała z okazji zagarniając coraz większy obszar dawnych ziem Rzeczypospolitej oraz m.in. tak ważne (25%) źródła dochodów, jak żupy solne w Wieliczce i Bochni. Bo sól, podstawowy wówczas, obok naturalnego lodu, środek konserwowania mięsa i niektórych innych artykułów spożywczych, była naprawdę „na wagę złota”. Listy zawierają i pokazują fakty związane z ówczesną polityką kraju i jego przyszłych zaborców, robiących wszystko aby go zgnębić. Argumenty, zwłaszcza Rosja, mieli mocne. Gdy król lub sejm usiłowali coś zmienić, ambasador Repnin i inni przedstawiciele carycy grozili, że „dla obrony w Polsce wolności i niedopuszczenia do pogłębienia panującej anarchii”, wprowadzą kolejne wojska.

Grasujące, później na Pomorzu i w Wielkopolsce także oddziały pruskie, obżerające Polaków, przede wszystkim chłopów, bo przecież żołnierze musieli jeść, mieć gdzie spać, a nawet w co ubierać się. Grabiące, co się dało, argumentując to rekompensatami za straty, które w Rosji czy Prusach powodowali zbiegający do Polski chłopi. Uciekający przed katorżniczą pracą pańszczyźnianą oraz praktycznie dożywotnimi w Rosji poborami (na 25 lat) do wojska. Równocześnie Rosjanie porywali na Podolu, według szacunków do 60 tys. polskich chłopów z rodzinami, aby nimi kolonizować zdobyte obszary Nowej Rosji na południu kraju.

Kto wie, czy zdaje sobie sprawę z tego, że równocześnie na ziemiach „niepodległej” Polski stacjonowało oraz żyło na koszt jej mieszkańców nawet po 100 tysięcy rosyjskich sołdatów. Przy ówczesnej liczbie ludności i gęstości zaludnienia! A pokorne prośby króla, aby skończyć z porywaniem polskich rodzin chłopskich, czy o odwołanie wyjątkowo groźnych ze względu na rabunki i gwałty oddziałów, np. „Regimentu woroneskiego” były lekceważone. Podobnie jak wcześniejsze protesty po porwaniu w Warszawie w 1767 roku i wywiezieniu na 5 lat do Kaługi w Rosji trzech senatorów i biskupa Kajetana Ignacego Sołtyka (1715-1788). 

Praktycznie każde „życzenie” lub brak zgody faktycznych okupantów na wprowadzenie w Polsce zmian, w tym zwłaszcza likwidacji „liberum veto”, były realizowane. Chyba jedynym nie spełnianym długo ani przez króla, ani przez sejm, „życzeniem” Rosji było zrównanie „innowierców” – głównie prawosławnych i protestantów, w prawach politycznych. Nie chodziło oczywiście o wolność religijną, bo ta obowiązywała w Rzeczypospolitej od dawna, w odróżnieniu od innych krajów europejskich, w których od średniowiecza stosowano zasadę „cuius regio eius religio” (poddani wyznają wiarę władcy).

Lecz o dostęp do godności i urzędów, aby mieć łatwiejszy wpływ na podejmowane w nich decyzje. Polski opór w tej sprawie budził wręcz wściekłość w Petersburgu. Bezczelność w tej sprawie Nikity Iwanowicza Panina (1718-1783, minister spraw zagranicznych Katarzyny II) posunęła się nawet do „zasugerowania” (w liście) polskiemu królowi wystosowanie ostrego listu do papieża Klemensa XIII po jego „breve” z 12.IX.1767 i 6.I.1768 nakłaniającego Polaków do niezaakceptowania rosyjskich żądań w sprawie innowierców. Odrzucono również domaganie się przez  Rosję likwidacji w Polsce nuncjatury papieskiej. Reprymendy za niespełnianie żądań w sprawie dysydentów udzieliła królowi również caryca. Oczywiście „kierując się prawdziwym interesem Rzeczypospolitej”.

W tej ponad 30-letniej korespondencji niemało jest przykładów brutalnego wtrącania się Rosji, a później również Prus, w polskie sprawy i świadczących o ich prawdziwych intencjach: likwidacji państwa polskiego. Z wielu możliwych przykładów przytoczę jeszcze dwa. W deklaracji Austrii Prus i Rosji  ogłoszonej w Warszawie 18 września 1772 r. o I rozbiorze Polski, uzasadniano go niepokojami, jakie wywołali Polacy, których anarchia zagraża także sąsiadom i koniecznością „uspokojenia” Rzeczypospolitej. A równocześnie potrzebie uregulowania swoich „w pełni uzasadnionych” pretensji do różnych polskich ziem. Po jej otrzymaniu i wobec braku reakcji proszonych o pomoc w tej sprawie Paryża i Londynu, Stanisław August pokornie prosił carycę aby raczyła chociażby wysłuchać argumenty o prawach Rzeczypospolitej do tych ziem od wieków.

Cyniczną odpowiedź otrzymał w liście (nr. 134 w zbiorze), z 27 lutego 1773 roku, w którym caryca napisała m.in.: ”Odwołując się do wiedzy, jaką w tej sprawie posiada Wasza Królewska Mość oraz społeczeństwo polskie, zapytuję, czy tak długo, jak wpływałam na sprawy Polski sama, nie robiłam wszystkiego i nie poświęcałam wszystkiego, aby zapewnić pomyślność i rozkwit Rzeczypospolitej? Jednakże doprowadzona do ostateczności  przez intrygi i zwalczające się koterie wśród Pańskiego narodu, musiałam wejść w porozumienie z pozostałymi sąsiadami Polski, aby wspólnymi silami przeciwstawić się zamętowi i wewnętrznemu spustoszeniu oraz skutkom, które mogły z nich wyniknąć dla naszych własnych państw.”

Fakty i dokumenty zawarte w tych dwu tomach korespondencji oraz komentarzy do nich pokazują dramatyczną sytuację, w jakiej Polska znalazła się w tamtym okresie. Poprzedzonym, niestety, warcholstwem szlachty, bezkarnością i butą zwalczających się magnatów, nieudolności królów, konsekwencjami nadużywania „liberum veto” oraz wewnętrznymi konfliktami, także zbrojnymi. Z równoczesnym powoływaniem się na troskę o Rzeczpospolitą oraz potrzeby zachowania w niej wolności. Czas, niestety, pokazał, do czego prowadzi takie skonfliktowanie oraz podział społeczeństwa. Oraz troska przede wszystkim o interesy własne: jednostki, rodu, partii, klasy społecznej.

Lektura wielu z tych listów i komentarzy do nich zmusza wręcz do porównań ze współczesną Polską. Obecnego skłócenia społeczeństwa, wzajemnie, coraz bardziej bezceremonialnie zwalczających się stron politycznego konfliktu, koterii, grup interesów walczących o władzę, stanowiska i płynące z nich profity. W trosce przede wszystkim o interes własny, ale przeważnie pod szczytnymi hasłami. Skłania aż do stawiania pytań: komu tak naprawdę służą, brutalnie wdrażane, a często opacznie rozumiane hasła: „niepodległości”, „suwerenności” i „wstawania z kolan”? I głębokiej refleksji nad przyczynami, przebiegiem oraz skutkami konfliktów i sporów w epoce stanisławowskiej, a także poprzedzających ją dziesięcioleciach.

KORESPONDENCJA STANISŁAWA AUGUSTA Z KATARZYNĄ II I JEJ NAJBLIŻSZYMI WSPÓŁPRACOWNIKAMI (1764-1796). Przekład: Katarzyna Zaleska. Opracowanie tekstu, wstępu i komentarzy: Zofia Zielińska. Wyd. Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Tom I 535, Tom II 630 stron. ISBN 978-83-67002-18-9 i 978-83-67002-19.6

a