środa, sierpień 10, 2022
Follow Us
czwartek, 28 kwiecień 2022 15:00

Naddniestrze: czy posowiecki skansen wciągniety zostanie w wojnę Rosji z Ukrainą? Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Ten długi i wąski skrawek ziemi na lewym brzegu Dniestru, z niewielką enklawą na prawym, kształtem przypomina mini mini Chile Ten długi i wąski skrawek ziemi na lewym brzegu Dniestru, z niewielką enklawą na prawym, kształtem przypomina mini mini Chile Fot. Cezary Rudziński

O Naddniestrzu, czyli nieuznawanej przez nikogo, poza również nieuznawanymi Abchazją i Osetią południową, Naddniestrzańskiej Republice Mołdawskiej (Republica Moldovenească Nistreană) robi się znowu głośno.

Przede wszystkim ze względu na wybuchy bomb i rakiet w kilku obiektach Tyraspola, ocenianych przez zagranicznych ekspertów jako rosyjskie prowokacje mające na celu „włączenie się” tamtejszego wojska do agresji na Ukrainę.

Przypisywanych natomiast przez kremlowską propagandę temu, zaatakowanemu przez Rosję, krajowi naszych wschodnich sąsiadów. Tylko jednak kompletni idioci mogliby uwierzyć, że Ukrainie zmagającej się z rosyjskim najazdem, potrzebne jest otwieranie nowego frontu walki. Przydałby się on natomiast Rosji w ataku od północnego zachodu na Odessę. Mimo iż wartość bojowa „bojców” stacjonujących w Naddniestrzu oceniana jest nisko. Mięso armatnie zawsze się jednak przyda. W naszym portalu nie zajmujemy się polityką, lecz podróżami i turystyką. Ale Naddniestrze stanowi przecież turystyczną ciekawostkę jako posowiecki skansen, „przebijający” pod tym względem nawet Białoruś.

Długi, wąski skrawek ziemi

Ten długi i wąski skrawek ziemi na lewym brzegu Dniestru, z niewielką enklawą na prawym, kształtem przypomina mini mini Chile. Ma około 200 km długości, ale szerokości od zaledwie 6 (!!!) do 38 km, średnio kilkanaście oraz 4.163 km² powierzchni. Zamieszkanej przez rzekomo 555 tys. mieszkańców, a faktycznie około 375 tys., gdyż pozostali pracują, lub nawet na stałe mieszkają zagranicą. Jest w nim 5 regionów (powiatów) i dwa miasta wydzielone: „stołeczny” Tyraspol i Bendery. Wśród ludności dominują (32%) Mołdawianie, ale mieszka też 30% Rosjan i 29% Ukraińców. Ponadto 9% „innych”, w tym m.in. Bułgarów.

Rozmawiają przede wszystkim po rosyjsku, niektórzy koszmarnym „volapükiem” – mieszaniną kilku języków i gwar, a w domach w swoich. To „państwo” ma własny parlament, prezydenta, rząd, ministerstwa, flagę, herb, paszporty, znaczki pocztowe, tablice rejestracyjne samochodów, walutę – ruble naddniestrzańskie. Tu ciekawostka: jedyne aluminiowe monety 10 kopiejkowe, obecnie praktycznie bez realnej wartości nabywczej, wybite zostały w… Mennicy Warszawskiej. Ciekawostek jest więcej. Poza obszar Naddniestrza z miejscowymi dokumentami nie można wyjechać, bo nigdzie nie są uznawane.

„Niepodległość” z bliska

Potrzebne są albo paszporty rosyjskie, o coraz bardziej ograniczonych możliwościach poruszania się, albo mołdawskie. Do otrzymania których Naddniestrzanie mają prawo. Podobnie z tamtejszymi tablicami rejestracyjnymi samochodów. Miejscowymi znaczkami pocztowymi można opłacać tylko korespondencję lokalną. Wysłanie karty pocztowej chociażby do Mołdawii, możliwe jest tylko po kupieniu na miejscowej poczcie znaczków mołdawskich, bo „naddniestrzańskie” również nie są uznawane nigdzie na świecie. A cała korespondencja zagraniczna przewożona jest do mołdawskiej stolicy, Kiszyniowa i dopiero stamtąd wysyłana dalej.

Historia tego skrawka ziemi jest bogata, nie tu miejsce, aby ją szczegółowiej opisywać. Wspomnę tylko, że w przeszłości należał on, albo jego fragmenty, do m.in. Rusi, Hospodarstwa Mołdawskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Turcji. Od 1793 do Cesarstwa Rosyjskiego, w XX w. stanowił Mołdawską Autonomiczną SRR w ramach Ukraińskiej SSR, później był w składzie Rumunii, a następnie samodzielną Mołdawską SRR. Gdy sowieckie Imperium Zła zaczęło się rozpadać, również Mołdawia proklamowała niepodległość.

Preteksty i fakty

Pomysły, odrzucone zresztą zarówno przez ten kraj, jak i Rumunię, aby je ponownie połączyć, a także wprowadzenia języka mołdawskiego (czyli rumuńskiego, tyle, ze pisanego wówczas cyrylicą) jako jedynego urzędowego (wcześniej był nim także rosyjski), spowodowały bunt ludności posługującej się językami słowiańskimi. I doprowadziły, szczegóły pomijam, do proklamowania 2 września 1990 r. „niepodległego” Naddniestrza. A w kilka dni później wyboru jego pierwszego „prezydenta”. Były to jednak przede wszystkim preteksty.

Faktycznie chodziło o to, aby najsilniejsza wówczas, dysponująca ogromnymi magazynami broni i amunicji XIV armia rosyjska, mogła tam pozostać, a nie zostać zmuszona do wyniesienia się z niepodległej już Mołdawii. Ta broń, z której wiele trafiło na czarny rynek, stała się w niemałym stopniu podstawą materialnego bytu zarówno armii jak i „republiki”. Dodam, że sporo, zwłaszcza amunicji, magazynowane jest tam nadal, chociaż podobno ponad połowa jest już przeterminowana… Gospodarka Naddniestrza jest bowiem ubożuchna, co powoduje, ze nadal jest to najbiedniejszy region Europy.

Jak poznałem „prezydenta” Smirnowa

Liczy się właściwie tylko stalownia w Rybnicy, fabryka uzbrojenia w Benderach, wytwórnia koniaków, zresztą świetnych, „Kvint” w Tyraspolu i konsorcjum „Sheriff” o dosyć „szemranych” korzeniach, właściciel supermarketów, stacji benzynowych i stadionu w Tyraspolu. Gdy powstawała naddniestrzańska „republika’ (formalnie 2 września 1990 roku, postanowiła pozostać w składzie formalnie jeszcze istniejącego ZSRR), przebywałem w Kiszyniowie u przyjaciół. Na wiadomość o wyborze tam „prezydenta” postanowiłem następnego dnia pojechać do Tyraspola i przyjrzeć co się tam dzieje.

Okazało się to niemożliwe, gdyż mołdawska komunikacja autobusowa znajdowała się w fatalnym stanie, zdobycie biletu na poranne autobusy do „stolicy” Naddniestrza niemożliwe. Przyjaciele poradzili mi więc, abym pojechał do Bender, 90-tysięcznego miasta na prawym brzegu Dniestru, a stamtąd autobusem podmiejskim – to zaledwie około 10 km – do Tyraspola. Dotarłem do niego następnego dnia bez problemu, znalazłem dawną siedzibę administracji obwodowej (wojewódzkiej), której szef, Igor Smirnow, został „prezydentem” Naddniestrza.

„Kogo to w Polsce obchodzi”

Wszedłem wówczas do tego budynku jak do sklepiku na rogu czy na pocztę, a sekretarka, jak się dowiedziała, że jestem zagranicznym dziennikarzem, natychmiast wprowadziła mnie do szefa. Okazało się, że jestem pierwszym, który chce z nim rozmawiać. Poopowiadał mi przez blisko godzinę, jacy straszni są ci Rumuni i Mołdawianie, że chcą narzucić miejscowym swój język oraz włączyć Naddniestrze do jednego wspólnego kraju. A ono postanowiło pozostać w ZSRR. Mówił też trochę o gospodarce, planach nowej „republiki” itp.

W wolnym czasie do wieczora zdążyłem jeszcze obejrzeć większość miejscowych atrakcji – jeden dzień na nie to aż za dużo. Napisałem dla redakcji korespondencję o Naddniestrzu, w której streściłem także moją rozmowę ze Smirnowem, ale… wyśmiano mnie: kogo w Polsce obchodzi jakieś Naddniestrze? Zajmij się poważniejszymi tematami. Wkrótce jednak rozpoczęły się walki mołdawsko – naddniestrzańskie, nazywane I wojną o Naddniestrze. Jeszcze niezbyt krwawą, bo bez włączenia się do nich, przynajmniej jawnie, rosyjskiej XIV armii.

Groźby rosyjskiego generała

Gdy w listopadzie następnego roku przyjechałem do Kiszyniowa i Tyraspola ponownie, już jako stały korespondent prasy polskiej w Kijowie, aby wejść do „prezydenta” Igora Smirnowa musiałem przejść dwie kontrole ochrony, ale przyjął mnie też bez zwłoki, przypomniał sobie naszą poprzednią rozmowę. Mówił o problemach gospodarczych i politycznych, napięciach społecznych, planach na przyszłość. Nic nie zapowiadało jednak, że wkrótce, w grudniu, zacznie się kolejny konflikt zbrojny – II wojna o Naddniestrze. Zbuntowali się robotnicy i ludność, w większości nie mołdawskojęzyczna, Bender.

Walki były dosyć krwawe, Mołdawia bliska zwycięstwa, ale dowódcą XIV armii był już gen. Aleksander Lebiedź (1950-2002, zmarł wskutek obrażeń odniesionych w katastrofie śmigłowca), który zagroził nie tylko Mołdawii, ale i Rumunii, mówiąc słynne: „Śniadanie zjemy w Tyraspolu, obiad w Kiszyniowie, a kolację w Bukareszcie”. I skierował swoich żołnierzy jako, oczywiście, „siły pokojowe”, do walki. Mołdawia straciła sporo ludzi, a także położone na prawym brzegu Dniestru Bendery. A rosyjscy „mirotworcy” – „siły pokojowe” pozostały tam aż dotychczas, faktycznie jako wojska okupacyjne.

Czas stanął w miejscu

Naddniestrze zdołało utrzymać się jako posowiecki skansen. Podczas kolejnego pobytu tam parę lat temu przekonałem się, że czas w tym regionie Mołdawii stanął w miejscu. Owszem, przybyło kilka nieźle zaopatrzonych supermarketów. Przy pryncypialnej ulicy Tyraspola, 25 Października, która zaczyna się od niewielkiego zaułka i już jako reprezentacyjna arteria biegnie, chyba sporo ponad kilometr, do gmachów Teatru Dramatycznego i Uniwersytetu, jest kilkanaście luksusowych sklepów. Stoją też przy niej, lub w najbliższym otoczeniu, m.in. Konsulat Rosji, siedziba władz, Pałac Republiki.

A także pomnik założyciela Tyraspola w 1792 roku, jako rosyjskich fortyfikacji nad Dniestrem, zbrodniarza wojennego (to na jego rozkaz w 1794 roku wymordowano ludność prawobrzeżnej Warszawy znaną jako Rzeź Pragi), feldmarszałka Aleksandra Suworowa. Są dwa muzea, a obok ładnego parku nad zakolem Dniestru, cmentarz poległych w wojnach o Naddniestrze, z niewielką cerkiewką i paroma pomnikami. Wspomniana ulica 25 Października stanowi połączenie nielicznej, monumentalnej zabudowy sowieckiej, kilkupiętrowych kamienic w stylu sprzed wieku lub nieco młodszych, a także miasteczkowych domów 1-2 piętrowych.

Atrakcje Tyraspola i Bender

Nazewnictwo ulic w centrum jest zgodne z sowieckimi standardami. Lenina, Karla Marxa, Karla Libknechta, Rozy Luksemburg, Aleksandra Puszkina, admirała Nachimowa, a także Łomonosowa, Miecznikowa, Popowa, Łunaczarskiego i innych postaci z historii Rosji i ZSRR oraz międzynarodowego komunizmu. I to już chyba wszystkie atrakcje turystyczne tej ponad 130-tysięcznej „stolicy” Naddniestrza. Można do tego dodać jeszcze galerię sztuki, ładny skwer dookoła pomnika Suworowa, ewentualnie parę, dosyć sympatycznych, kawiarni i restauracji.

Ciekawsze, jeżeli chodzi o zabytki, jest drugie pod względem liczby ludności, oficjalnie około 90 tysięcy, wspomniane już miasto Bendery (Tiahiń) na prawym brzegu Dniestru. Ma ono historie pisaną od 1408 roku, jako osada na handlowym szlaku ze Lwowa do Białogrodu nad Dniestrem, ale niewielka forteca stała tam już w IX wieku. Natomiast dużą twierdzę zbudowali w XVI wieku Turcy. Przy czym autorem zamku, którego wznoszenie w ciągu 3 lat ukończono w 1541 roku, był słynny architekt tureckich sułtanów Hoca Mimar Sinan (1489-1588).

Najpiękniejsza twierdza Mołdawii

Twórca blisko 400 wspaniałych budowli: głównie meczetów, ale także medres, łaźni, mostów, mauzoleów, w większości zachowanych do naszych czasów w różnych krajach. Widziałem chyba większość z nich, ale benderski zamek był prawdopodobnie jedynym w jego dorobku. Jeszcze do niedawna te fortyfikacje nad Dniestrem, w pobliżu mostu kolejowego i drogowego przez tę rzekę, były niedostępne dla turystów, gdyż użytkowane były nadal jako obiekty wojskowe. Ale od, chyba 3 lat, po wyniesienia się z nich wojska, można je zwiedzać. Jest to najpiękniejszy obiekt obronny na terenie Mołdawii, o wiele ciekawszy, niż, również warta zobaczenia, twierdza w Sorokach, też nad Dniestrem.

Z innych obiektów zasługujących ewentualnie do uwzględnienia w trakcie zwiedzania Bender, wspomnę o 3 muzeach, galerii sztuki oraz 15 pomników. Ale szczególnie warte zobaczenia są dwa, sąsiadujące ze sobą, cmentarz wojenne, w pobliżu których postawiono centrum handlowe Sheriff. Stary rosyjski, z grobami m.in. poległych w kilku wojnach carskich oficerów, także Polaków. Oraz ofiar II wojny o Naddniestrze. Jej najkrwawszym epizodem była bitwa o Bendery stoczona 19-22 czerwca 1991 roku. Ten skrawek Europy, o bogatej i złożonej przeszłości, ale również teraźniejszości, oby nie znowu wojennej i krwawej, ma więc również walory turystyczne. I na pewno zasługuje na poznanie. Zwłaszcza, gdy jest się w pobliżu, w odległym zaledwie o 70 kilometrów Kiszyniowie.

Cezary Rudziński
Zdjęcia autora

a