wtorek, sierpień 11, 2020
Follow Us
niedziela, 07 czerwiec 2020 18:07

Palę Nowy Jork i Paryż, a już niedługo Warszawę Wyróżniony

Napisane przez Dariusz Matuszak
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Na to co dzieje się w Ameryce obowiązuje jedno obowiązkowe spojrzenie. Oto mamy do czynienia ze słusznymi protestami przeciwko brutalności policji i systemowemu rasizmowi Na to co dzieje się w Ameryce obowiązuje jedno obowiązkowe spojrzenie. Oto mamy do czynienia ze słusznymi protestami przeciwko brutalności policji i systemowemu rasizmowi

Dzieje się w tej Ameryce, dzieje, a zaczyna dziać się i w Europie, bo w świecie globalnym zarazy granic nie znają. Najbardziej ze wszystkich chorób zaraźliwa jest głupota, więc dlatego w Poznaniu kilkadziesiąt ubranych na czarno młodych osób położyło się na palcu, by zaprotestować przeciwko brutalności policji w USA.

Jeszcze tak postępowi nie jesteśmy jak ten Zachód, więc demolowanie miast, podpalanie, plądrowanie sklepów i biznesów, napady na policję zaczną się dopiero za kilka lat, kiedy przydarzy się taka okazja, jak np. kolejna tragiczna śmierć czarnoskórego zabitego przez policjanta.

Na to co dzieje się w Ameryce obowiązuje jedno obowiązkowe spojrzenie. Oto mamy do czynienia ze słusznymi protestami przeciwko brutalności policji i systemowemu rasizmowi. Ich gwałtowny przebieg usprawiedliwiany jest setkami lat narastającego gniewu z powodu dyskryminacji, ucisku i wyzysku. W każdym telewizorze, na każdym portalu etc. powtarzany jest ten sam zestaw fraz, półprawd i zwykłych kłamstw. Przedstawię więc inny punkt widzenia, w Stanach Zjednoczonych równie powszechny jak ten, który prezentują CNN, New York Times etc., a za nimi powtarzają wszystkie europejskie media od Bugu po Tamizę. Obraz całkowicie odmienny od tego, który jest serwowany. Wcześniej jednak kilka słów wyjaśnienia.

W komentarzach pod mymi opowiastkami, czy tam wypowiedziami pisemnymi, pojawia się często zarzut, że to o czym gadam, piszę nie ma nic wspólnego z przedsiębiorczością. Otóż ma i od dawna staram się tego dowieść. Żadne bardzo słuszne opowiadanie o sprawiedliwych i przejrzystych podatkach, absurdach biurokracji, psuciu gospodarki przez urzędników i partyjny aparat, bezsensownych wydatkach państwa szastającego na lewo i na prawo naszymi pieniędzmi, na nic się nie przyda, jak któregoś dnia przyjdzie hołota i spali nasz biznes, w który włożyliśmy lata swojej pracy, całą swą energię i pieniądze. Najpierw trzeba dbać o formację duchową i intelektualną, bo to jest podstawa, a potem można zajmować się szczegółami typu kolejny idiotyczny przepis. Urzędnicy, którzy go wydają, pochodzą z siostrzanego miotu jak ci, którzy teraz demolują Amerykę i zabrali się za niszczenie Paryża, Londynu, Sztokholmu, Amsterdamu. 58 procent amerykańskich studentów popiera owe protesty w formie w jakiej się odbywają, a więc polegającej na podpalaniu, rabowaniu, napadaniu i zabijaniu ludzi. Niedługo będą urzędnikami na posadach federalnych, czy miejskich i zgotują piekło jakiego od lat doświadcza Baltimore, czy Detroit, a teraz piękne europejskie miasta jak Londyn stający się europejską stolicą nożowników. Twierdzę, że cały Zachód stoi na progu wojny cywilizacyjnej, a przedsiębiorcy jako ludzie rozsądni i praktyczni zwyczajnie nie dostrzegają tego, bo wielkie spory całkiem słusznie są poza ich zainteresowaniami. Niestety nie uciekną przed nimi i niedługo nie będą zastanawiać się jak walczyć z pazernością fiskusa, tylko jakie kraty zamontować na witrynach swej restauracji, czy sklepu i o ile wzrosną im koszty ubezpieczenia.

Tak jak Holender, Niemiec, Brytyjczyk czy Francuz dowiaduje się, że co roku 11 listopada na ulice Warszawy wychodzą dziesiątki tysięcy faszystów, tak samo też informowany jest o słusznych pokojowych protestach w Ameryce i nielicznych aktach przemocy prowokowanych najczęściej przez białych rasistów i nacjonalistów. A prawda wygląda zupełnie inaczej, przynajmniej w oczach większości Amerykanów. To nie żadne słuszne, pokojowe protesty tylko zorganizowana, sterowana próba rozwalenia państwa, zburzenia jego instytucji, całego ładu społecznego i wszystkiego na czym Ameryka zbudowała swój sukces. To dzika, a jednocześnie wyrachowana przemoc, to próba zastraszenia całego społeczeństwa, to początek rewolty dokonywanej przez zawodowych rewolucjonistów. Tak, takich jak kiedyś w Rosji, Niemczech, czy Francji.

Ja sobie mogę przesadzać. Ale czy Amerykanie też przesadzają widząc to zupełnie inaczej niż przedstawiają im to zakłamane media i politycy. W zależności od sondaży od 64 do 71 procent Amerykanów chce wyprowadzenia wojska na ulice. Chce by broniło ich domów, biznesów a często życia. Bo to co się dzieje w Ameryce nie wygląda tak jak pokazuje niszowy CNN, za którym bezmyślnie powtarzają zepsute media w Europie, albo pisze New York Times dla elit z Manhattanu, czy Waszyngtonu, lub zaprowadzające już na całego cenzurę media społecznościowe. Te obrazki oni znają ze swego sąsiedztwa, setek lokalnych stacji o których nikt tutaj nie słyszał, kanałów społecznościowych, do których żaden dziennikarz TVN, czy Onet nie zajrzy i dokładnie wiedzą co się dzieje.

Z tych naszych „zwykłych” mediów nie dowiemy się o śmierci kilku czarnoskórych policjantów zabitych przez bandy demolujące miasta. Nie obejrzymy szefa policji w Richmond w Wirginii, który płacze gdy opowiada o podpalonym przez bandy faszystów z Antify domu wielorodzinnym z ludźmi, w tym dziećmi w środku i o tym jak te bandy nie pozwalają strażakom ratować im życia. W TVN, ani nawet w tej całej TVP nie pokażą katowanego inwalidy na wózku i masakrowanego dechami małżeństwa, które próbuje ratować swój sklep. Ani nie zobaczy się ataku na szpital dziecięcy w Houston, ani rozjeżdżanego policjanta w nowojorskim Bronxie, kierowców wyciąganych z samochodów i masakrowanych. Nie dowiecie o podkładanych bombach. Nie zobaczycie spalonych teatrów, ani plądrowanych sklepów, ludzi rozpaczliwie ratujących dorobek swego życia. 2 miesiące żyli drżąc o swój zamknięty z powodu pandemii biznes, a teraz stają oko w oko z barbarzyńcami. Tego wam nie pokażą. Zobaczycie natomiast w Onet tego gnoja Sierakowskiego, który będzie wychwalał spalenie komisariatu w Minneapolis i łgał w żywe oczy mówiąc, że policja w Ameryce jest instytucją rasistowskiej represji, w której „uczy się przemocy wobec czarnych”. Te łgarstwa i brednie pozostaną bezkarne, Sierakowski nadal będzie zapraszany jako ekspert i nadal brednie będzie opowiadał. To bzdury nie tylko na poziomie ocen, ale i faktów, bo w Stanach Zjednoczonych nie ma czegoś takiego jak „jedna” policja, której można nauczyć „rasistowskiej represji”. Ta w Minneapolis, tak jak i we wszystkich miastach, stanach, czy hrabstwach podlega władzom lokalnym. Minnesota to jeden z najbardziej liberalnych stanów, a w Minneapolis burmistrzem jest lewak, któremu podlega owa policja, i która jak twierdzi Sierakowski, nauczona rasistowskiej przemocy, zabiła Floyda. Jeśli ktoś tę policję np. w Baltimore, gdzie w 2016 roku tak jak w Minneapolis wybuchły rozruchy z powodu śmierci czarnoskórego, przyucza do rasistowskiej przemocy, to rządzący miastem od kilkudziesięciu lat Demokraci i czarnoskórzy burmistrzowie, czy jak ostatnio burmistrzyni. Inni zaś znawcy opowiadają o owych nierównościach klasowych, o odwiecznych konfliktach społecznych, o uciemiężonych i uprzywilejowanych. A mowa o kraju w którym jeszcze 3 miesiące temu bezrobocie było najniższe w historii, zarobki i poziom życia najwyższy, a optymizm ludzi sięgał nieba. Przedstawianie innej interpretacji zdarzeń, niż ta, która jest serwowana grozi już w Ameryce zaszczuciem i oskarżeniami o rasizm. W Polsce jeszcze nie mamy tej paranoi, ale już niedługo i my w razie porażki politycznej takich osób jak Małgorzata Kidawa-Błońska dowiemy się, że to wina opresyjnego patriarchatu, z którym na wszelkie sposoby trzeba walczyć, nawet z użyciem przemocy.

W Stanach Zjednoczonych nie chodzi o żadne konflikty na tle różnic w dochodach, ani nawet o rasowe. Chodzi o coś wobec czego dziś Ameryka jest bezradna – o skrajnych lewaków, którzy zatruwają jej duszę. Pisałem o 58 procentach studentów, którzy popierają rozruchy. Ponad 50 procent zaś opowiada się za socjalizmem i to w marksistowskim wydaniu. Amerykańskie uczelnie są wielka kuźnią lewackich kadr i to często w tej najbardziej ekstremalnej formie. Gdzieś po drodze Stany Zjednoczone coś zgubiły oddając rząd dusz nad młodymi ludźmi. Dokładnie na tej samej drodze jesteśmy w Polsce. To nie sfrustrowani, zawiedzeni biedni ludzie wyszli na ulice ale bandy lewaków i zwykłych kryminalistów, którzy widząc chaos i pożogę zwyczajnie zwietrzyli okazję do rabunków. To zorganizowane bandy faszystów z Antify grasują i podpalają państwo. Nie potrzeba studiów z politologii, by stwierdzić z kim się ma do czynienia, podobnie jak doktoratu z ornitologii, by rozpoznać kaczkę. Wedle amerykańskiego powiedzenia: jeśli coś chodzi jak kaczka, wygląda jak kaczka i kwacze jak kaczka, to jest to kaczka. Tak jest z bandami Antify. Nie tylko przemoc, terroryzowanie, ale nawet wdzianka są jak u włoskich faszystów, którzy wprost wywodzili się z socjalistów i anarchistów. Te zaciśnięte pięści, symbole, barwy, buciory, metody działania, szkolenia do miejskiej partyzantki, chęć niszczenia ładu to wszystko atrybuty faszystów.

Te hołubione przez media i takich jak Sierakowski bandy od dekady toczą Amerykę. W Ameryce nie ma żadnego protestu uciemiężonych, jest tylko rozwałka urządzana przez młodych lewaków o spranych mózgach i z dobrych domów. W Nowym Jorku w czasie rozruchów aresztowano córkę komunistycznego burmistrza miasta de Blasio. A także młodą prokurator, która jeżdżąc samochodem miotała koktajlami Mołotowa. I prawnika z jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii Nowego Jorku. Uniwersytet w Berkeley palili nie żadni biedni bezrobotni, tylko studenci tej uczelni, których rodziców stać na kilkadziesiąt tysięcy czesnego rocznie.

W tym wszystkim jest jeszcze jedno tło. Chodzi o obalenie Trumpa. Dlatego im gorzej tym lepiej, więc Demokraci i media będą opowiadać o rasizmie, nierównościach społecznych, słusznych protestach i podsycać je. Zgodnie z zasadą „nie pozwól, by jakikolwiek kryzys się zmarnował”. To dlatego co najmniej 13 członków sztabu Bidena finansuje ten wybuch dzikiej przemocy. Wiemy o tym, bo się tym pochwalili. Wiemy też, że jeden z szefów sztabu socjalisty Sandersa, który walczył o nominację Demokratów płacił bandziorom wprost na ulicy. I zagrzewał ich do boju. W Ameryce, kraju który dwa razy wybrał czarnoskórego prezydenta nie toczy się żadna wojna rasowa. To przebrana za nią marksistowska walka klasowa urządzana przez zawodowe bandy rewolucjonistów. To nieustanne dzielenie społeczeństwa by wywołać konflikt. Akurat teraz świetnym pretekstem jest śmierć czarnoskórego zabitego przez białego policjanta.

Kto chce niech sobie w to co piszę nie wierzy. Ja twierdzę, że nas to czeka. Że dzisiaj mamy plamkę na skórze, która rozwinie się w czerniaka. Że mamy do czynienia z chorobą, która przylezie i do nas. Jeszcze kilka lat temu niewyobrażalne było, by ktoś w Warszawie zniszczył pomnik Kościuszki. A stało się tak, bo zrobiono to w Waszyngtonie. Już dziś na ulice Warszawy wyłażą bandy matołów i w żenujący sposób pod amerykańską ambasadą protestują przeciwko rasizmowi. To nie żadni nasi bezrobotni, pokrzywdzeni przez los, odrzuceni przez społeczeństwo, jacyś tam prekariusze. To nasza dzieciarnia o spranych mózgach, którą jakoby strasznie poruszyło to co stało się w oddalonym o 7,5 tysiąca kilometrów Minneapolis. Urządzają te szopki tylko dlatego, że tak dzieje się w Londynie, Paryżu, czy Sztokholmie. Tam postęp i walka o równość i sprawiedliwość zaszły dużo dalej więc też pali się, grabi, demoluje i napada. To samo czeka nas, a Sierakowski będzie klaskał jak spłonie pierwszy komisariat. a powieść Brunona Jasieńskiego „Palę Paryż” stanie się obowiązkową. To kwestia 4- 6 lat, a cała ta patologia przy wsparciu naszych mediów i oportunistycznych, do cna zepsutych polityków trafi do Polski. Brawo też będzie bił biznes i jak mówił towarzysz Lenin sprzedawał sznur, na którym zostanie powieszony.

a