środa, kwiecień 08, 2020
Follow Us
czwartek, 30 listopad 2017 10:09

"Na karuzeli życia" - diabelski młyn Woody'ego Allena Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
"Na karuzeli życia" - diabelski młyn Woody'ego Allena Mat. pras. Kino Świat

Woody Allen przypomina swoim filmem “Na karuzeli życia”, że kto pragnie miłości i sławy, ten może być podwójnie rozczarowany.

Krytycy oceniają filmy Allena próbując je ustawić od razu w rankingu jego dotychczasowych osiągnięć artystycznych. Z jednej strony to zupełnie naturalne, bo przecież oglądamy Allena ze świadomością tego, co już wcześniej powstało. Z drugiej - jest za wcześnie by taki - nawet zupełnie prywatny ranking układać, dopasowując do niego nowe klocki.

Filmy Allena mają pewną specyficzną właściwość - oglądane po raz kolejny stają się lepsze.

Czas i kolejne powtórki działają na korzyść mistrza. Ich przekaz staje się bardziej czytelny i głęboki. Dlatego też próby by usytuować w jednym zestawieniu “Anie Hall”, “Manhattan”, “Złote czasy radia” i “Blue Jasmin” albo “O północy w Paryżu” - póki co nie mają sensu. Za mało czasu upłynęło od premiery tych ostatnich. Tymczasem jednak przed nami kolejna premiera.

Nie mam pojęcia jakie znaczenie w całokształcie twórczości Allena będzie mieć “Na karuzeli życia”. Fani kochają go za jego niepowtarzalne poczucie humoru, dlatego w pewnym sensie każdy nakręcony przez niego dramat jest w pewnym sensie wbrew naszym oczekiwaniom. Za to zgodnie z potrzebą reżysera, by iść pod prąd. Oglądając “Na karuzeli życia” trzeba zapomnieć, że Allen jest geniuszem inteligentnej komedii. Owszem, kilka razy można się zaśmiać, a co najmniej uśmiechnąć, ale to tylko rzadkie chwile oddechu.

Allenowski pomysł na dramat tym razem to zestawienie mrocznej historii z kiczowato-pstrokatym wesołym miasteczkiem.

A wszystko to w słońcu, na plaży, nad błękitnym morzem. I w dodatku w radosnych, kolorowych barwach lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Doskonałe zdjęcia Vittorio Storaro pokazują nam jak daleko zawędrował Allen od swoich ascetycznych “Wnętrz” czy biało-czarnego “Manhattanu”.

„Uważam, że należy używać światła i koloru w takim sam sposób, w jaki kompozytor używa nut, a scenarzysta słów” mówi Storaro. „Kolor ma wpływ także na nasze ciała – ciepłe barwy podnoszą ciśnienie i przyspieszają metabolizm, a chłodne wręcz przeciwnie. Dlatego odcienie żółtego, czerwonego i pomarańczowego są przypisane do Ginny, a do Caroliny – niebieskości.”

Kim są bohaterowie filmu? Narratorem jest Mickey, ratownik dyżurujący na pobliskiej plaży - w tej roli świetny Justin Timberlake. Tak, to raczej bohater “Słonecznego patrolu” niż neurotyczny przedstawiciel nowojorskiej inteligencji. Bohaterom filmu jednak wydaje się (jak nam wszystkim?) że są w rzeczywistości kimś innym - dlatego nasz ratownik czuje się tak naprawdę poetą i dramaturgiem. Ginny - kelnerka w pobliskim barze - sądzi, że jest aktorką - doskonała kreacja Kate Winslet. Do tej pary należy dodać operatora karuzeli Humpty’ego (Jim Belushi), który myśli, że jest mężem Giny oraz jego córkę Carolinę (Juno Temple), której wydaje się, że zawsze, wszystko można zacząć jeszcze raz od początku. W tym przekonaniu utwierdza nas obracające się w tle ekranu “Wonder Wheel” (tytuł oryginalny, polskie określenie diabelski młyn nie ma tej przewrotności, ale oddaje doskonale to, co filmowa opowieść chce nam przekazać). Wszyscy bohaterowie oszukują siebie i innych, ale sytuacja wcale nie jest tak banalna.

„Niczym na kręcącej się w kółko karuzeli, powtarzają oni wciąż te same zachowania” mówi Jim Belushi, „Zarówno Humpty jak i Ginny chcą zmienić swoje życie, ale tkwią w zamkniętym kręgu, także dlatego, że są od siebie uzależnieni i nie mają jak się wyzwolić”. Allen dodaje, że: „uznanie parku rozrywki za metaforę ludzkiego życia wydaje mi się w dużym stopniu uzasadnione i sensowne. Albo kręcisz się jak na karuzeli - w kółko i na dobrą sprawę bez sensu, albo jeździsz kolejką tak szybko, że przegapiasz to co jest istotne, albo twoje życie przypomina diabelski młyn. Widok ze szczytu karuzeli Wonder Wheel jest cudowny, zapierający dech w piersiach, ale nie daje nic ponadto. Jak każda iluzja jest piękny, romantyczny, pociągający, ale koniec końców – jałowy”.

„Niezależnie od tego, czy czytamy antyczną grecką tragedię, Stendhala, Tołstoja czy Dickensa, znajdziemy tam wątek miłosny, bo związki to niezwykle angażujący i wielopoziomowy temat. Przysparzają one ludziom radości, cierpienia, prowokują konflikty” wyjaśnia scenarzysta i reżyser.

 

Nie sposób nie szukać odniesień z niedawnym obrazem Allena “Blue Jasmine” z oskarową rolą Cate Blanchett: „To, co mnie od zawsze szczególnie interesowało to emocjonalne perypetie kobiet. Przez stulecia istniała niepisana zasada, że mężczyznom nie wolno okazywać cierpienia, kobiety zaś były bardziej skłonne do demonstrowania uczuć. Być może właśnie dlatego, kiedy realizowałem dramaty, często w ich centrum znajdowały się bohaterki przechodzące trudne chwile”, dodaje Allen.

“Na karuzeli życia” od jutra (1 grudnia) w kinach.

Być może nie jest to najważniejszy film w dorobku Woodego Allena, ale i tak trzeba go obejrzeć, choćby dla rewelacyjnej Kate Winslet.

Wywiady i zdjęcia: materiały prasowe Kino Świat

 

a