wtorek, sierpień 11, 2020
Follow Us
środa, 15 lipiec 2020 18:44

Słowacja: turystyka w czasach zarazy (1) Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Słowacja - niezliczone atrakcje tuż za granicą- Mała i Wielka Fatra, Tatry Zachodnie Słowacja - niezliczone atrakcje tuż za granicą- Mała i Wielka Fatra, Tatry Zachodnie Cezary Rudziński

Świat, w tym najbliższa nam Europa, próbuje wracać do normalności po pierwszym etapie pandemii koronawirusa Covid-19. Do dziedzin gospodarki oraz życia społecznego, które ucierpiały najbardziej, należą turystyka, hotelarstwo i gastronomia.

W wielu krajach i ich regionach stanowią one ważny segment, decydują wręcz o poziomie życia mieszkańców. Znaczącą rolę odgrywają one m.in. na Słowacji, która, chyba jako pierwsza, zdecydowała się zaraz po zniesieniu ograniczeń w podróżach, zaprosić zagranicznych dziennikarzy na wyjazd studyjny. I umożliwić im zapoznanie się z aktualną sytuacją turystyki „w czasach zarazy” oraz wieloma atrakcjami, które mogą zainteresować turystów z ich kraju.

Podróż studyjna po kraju żylińskim

Z sąsiadującej ze Słowacją od północy Polski, z której turyści chętnie i chyba nadal tak będzie, odwiedzają naszych słowiańskich pobratymców, z którymi nasze związki trwają przecież już ponad 10 wieków.

Obszerniej na ten temat oraz o tym, jak turystyka i wyjazdy tu Polaków wyglądały niegdyś, napiszę w ostatniej, trzeciej części tej relacji. Zaprosił nas, trzyosobową ekipę realizującą telewizyjny program „Turystyczna jazda” i mnie, dziennikarza piszącego i fotografującego, Kraj (województwo) Żyliński – Žilinsky Samosprávny Kraj, położony na północnym zachodzie Słowacji i sąsiadujący z Polską i Czechami.

Zaproszono nas w ramach projektu realizowanego, przy wsparciu finansowym Ministerstwa Transportu i Budownictwa Republiki Słowackiej, przez wojewódzką organizację ruchu turystycznego (Krajská Organizácia Cestovného Ruchu w Żylinie (Žilina). Więcej o nich na: www.zilinskyturistickykraj.sk i www.slovakia.travel. Zaproszenie przyjąłem z radością, gdyż na Słowacji nie byłem od jesieni ub. roku, a mam do niej stosunek szczególny, o czym napiszę w ostatnim odcinku tej relacji. Region ten, niegdyś jeden z najbiedniejszych na ziemiach słowackich, współcześnie należy, m.in. dzięki turystyce, do zamożnych i zadbanych, o czym mogłem przekonać się już wcześniej w trakcie przejazdów przez tutejsze wioski i miasteczka dalej na południe, a obecnie poznając bliżej niektóre atrakcje w nim.

Słowacja - niezliczone atrakcje tuż za granicą- Mała i Wielka Fatra, Tatry Zachodnie

A jest ich sporo. Przede wszystkim góry. Beskidy Kysuckie i Orawskie – z graniczną z Polską Babią Górą, Jaworniki, Mała i Wielka Fatra, Orawska Magura oraz Tatry Zachodnie i Niskie. Łagodne, wspaniale pokryte zielenią, z mnóstwem rzek, strumieni,

jeziorek, zbiorników wodnych, szlaków turystyki pieszej i rowerowej. Ośrodkami sportów zimowych i letnich, Z 15 zamkami, częściej ich ruinami, w tym tak sławnymi, jak jeden z najpiękniejszych i najbardziej malowniczych na Słowacji, Zamek Orawski, czy Streczno, Likava, Liptowski Hradek. Popularne są też tutejsze jaskinie. Przede wszystkim Demianowska, ale również Staniszowska i Brestowska.

Podobnie uzdrowiska: Rajecké Teplice i Turčianske Teplice. Ponadto rezerwaty przyrody, m.in. Kl’ak oraz architektury ludowej: Čičmany, Vlkolionec, Vychylovka. Czy spływy tratwami po rzekach Orawa i Wag (Wáh). To tylko przykłady, do których dodać trzeba m.in. także inne miejsca i obiekty, w których byliśmy. Gospodarze zabiegają o gości z Polski, o czym świadczą liczne informacje w naszym języku w zabytkowych, lub z innego powodu wartych poznania obiektach. A także bezpłatne foldery, broszury czy wręcz obszerne książeczki.

Publikacje I informacje po polsku - Kraj Żyliński, Orawa, Kysuce

Z tych, które otrzymaliśmy, lub na które natrafiłem w punktach informacji turystycznej, wymienić warto zwłaszcza 152 stronicowe „Ponad 100 pomysłów na Małą Fatrę i okolice”, dotyczące tego regionu. Z propozycjami, programami, mapkami i zdjęciami zachęcającymi do poznawania ciekawych tras turystyki pieszej, rowerowej, miejsc i atrakcji zimowych, a także kilku miast i miasteczek. Nieco skromniejsze objętościowo są, również ładnie wydane, broszury: „Trasy turystyczne w Kraju żylińskim” i „Wycieczki rowerowe w Kraju żylińskim”, a także „Zamki w Kraju żylińskim” z opisami wszystkich piętnastu.

Ciekawie pomyślana została też broszura „Žilinský turistický kraj: TOP – Dobrze wiedzieć, lepiej zobaczyć !”, z przeglądem najciekawszych miejsc i atrakcji, również w poszczególnych regionach: Mała Fatra, Dolina Rajecka, Liptów, Orawa, Kysuce – które były jednym z dwu głównych celów naszego wyjazdu oraz Turie – Kremnicko. O folderach w języku polskim nawet nie wspominam. W trakcie tej czterodniowej podróży interesowała nas oczywiście także sytuacja epidemiologiczna oraz związane z nią przepisy i życie oraz zachowanie mieszkańców i coraz liczniejszych turystów krajowych, chociaż już nie tylko tych.

Na granicy znowu bez formalności

Wyjechaliśmy samochodem z Krakowa w kierunku przejścia granicznego Zwardoń – Skalité. W niedzielne południe na polskich drogach był zaskakująco duży ruch samochodów osobowych. Przejścia granicznego chyba nie zauważylibyśmy, tak jak to bywało „w dobrych czasach Schengen przed pandemią”, gdyby nie sporo TIR-ów na parkingu, czekających na poniedziałek, kiedy będą mogły znowu wjechać na szosy. Na samym przejściu ani żywego ducha, żadnych przedstawicieli służb. A po słowackiej stronie nagle cisza i pustka. Na odcinku kilku, chyba nawet kilkunastu kilometrów, nie spotkaliśmy żadnego słowackiego samochodu ani pieszego.

Tylko dwa, jadące w sporej odległości od siebie, samochody z rejestracją krakowską, chyba wracające do kraju, podobnie jak po nich dwa motocykle. Dopiero w najbliższym miasteczku minęliśmy kilka samochodów z rejestracją czeską, jadących na zachód, a więc chyba też do domu. Na całym odcinku do pierwszego celu podróży, wsi Dlhe Pole, zauważyłem zaledwie nieliczne samochody słowackie oraz rzadko pieszych. W maskach nikogo. Nawet przed domem – Muzeum Druciarstwa, od którego rozpoczęliśmy program poznawania tego regionu, gdzie jest przystanek komunikacji autobusowej, tylko chyba jedna czy dwie osoby oczekujące miały założone maseczki.

Muzeum druciarstwa artystycznego

Po chwili nadjechał autobus, zrobiło się pusto. Przed muzeum powitała nas Marta Zimanová z Żylińskiego Kraju Turystycznego, która towarzyszyła nam, i opiekowała się nami oraz realizacją programu, w trakcie całej podróży. A po chwili także gospodarz muzeum, ludowy artysta – druciarz Juraj Šerik z towarzyszką życia Marią. Tradycyjnie, po słowacku: chlebem, solą i domową śliwowicą. Juraj jest czwartym z rodu tutejszych druciarzy, jego dziadek Jozef Holanik – Bakel przez wiele lat żył i pracował w Warszawie. Druciarstwo, z czasem artystyczne, stało się w XIX i na początku XX wieku dodatkowym zajęciem, rzemiosłem w słowackich wsiach, gdyż z roli czy hodowli owiec trudno było w nich wyżyć.

To bardzo ciekawa historia oraz muzeum, o których wkrótce napiszę osobno, podobnie jak i o kilku innych obiektach i miejscach, w których byliśmy. Ograniczając się na razie tylko do pierwszej, na gorąco, relacji z tego wyjazdu. Po zwiedzeniu Muzeum Druciarstwa i zapoznaniu się z jego historią, przejechaliśmy do Oszczadnicy (Oščadnica) w okolicach miasta Czadca. Stała się ona dla nas miejscem dwu noclegów i wypadowym w okolice. Jest to duża i długa wieś, z dawnym pałacykiem zamienionym w kasztel i muzeum oraz dużym, chociaż niezbyt zabytkowym kościołem.

Co obowiązuje w czasie pandemii?

Wstęp do niego możliwy jest tylko w maseczce, po uprzednim zdezynfekowaniu rąk w stojącym w kruchcie spryskiwaczu. Zaskoczyła mnie trochę ogromna liczba wiernych na poniedziałkowym, wieczornym nabożeństwie. Oczywiście wszyscy byli w maskach, które natychmiast zdejmują wychodząc na ulicę. Okazało się, że przyczyną tak dużej frekwencji był dzień bardzo popularnych świętych. Ale skoro o maseczkach mowa, to aktualnie ich noszenie na Słowacji obowiązuje w urzędach, kościołach i innych pomieszczeniach zamkniętych. Nie ma już natomiast wymogu zakładania ich w samochodach osobowych.

W restauracjach tylko kelnerki i kelnerzy, chociaż nie wszędzie, obsługują gości w maseczkach. Podobnie recepcjoniści w hotelach i pensjonatach. Tych drugich jest w Oszczadnicy mnóstwo, najwięcej w całym województwie, bo to popularne miejsce wypoczynku oraz wypadów turystycznych. Nas gościł Penzión Centrál, stojący w centrum miejscowości i pobliżu kościoła. Nowy, na 50 osób, a w szczycie sezonu z dostawkami do 60, skromny, ale wygodny i nowoczesny. Z salami: restauracyjną, konferencyjną, nadal nieczynnym ośrodkiem SPA oraz już dostępnymi urządzeniami treningowymi obok recepcji.

W regonie Kysuce

Zaskoczył mnie jednak brak windy w tym dwupiętrowym obiekcie. Oraz konieczność pokonywania z bagażami dosyć stromych schodów, aby dostać się do recepcji. Pensjonat ten został otwarty po blisko czteromiesięcznej przerwie w związku z naszym przyjazdem. Polacy bywali w nim wcześniej dosyć często, ale „po pandemii” jesteśmy pierwszymi i jedynymi gośćmi. Dopiero na drugą noc naszego w nim pobytu pojawili się kolejni, Słowacy. Ale z rezerwacji i zapowiedzi wynika, że ruch turystyczny zaczyna się ponownie, chociaż o dawnej jego skali można na razie chyba tylko pomarzyć.

Poranek drugiego dnia naszej podróży studyjnej po regionie Kysuce rozpoczął się piękną, słoneczną pogodą. Nie sprawdziła się prognoza opadów, wyczytana jeszcze w kraju w internecie – pomyślałem. Niestety było to złudzenie. Już gdy dojeżdżaliśmy do pierwszego punktu programu tego dnia: całorocznego ośrodka sportowo – turystycznego Snowparadise Veľka Rača – Oščadnica pojawiła się mżawka. Później przemiennie „przecierało się”, pojawiało na chwilę słońce, ale i chwilami lało jak z cebra. Bardzo to utrudniło, ale w sumie nie umożliwiło, realizację programu.

Atrakcje zimowe i letnie

W ośrodku, który w zimie przyjmuje po około 200 tys. turystów i narciarzy, a w lecie po 100 tys. powitała nas specjalistka d/s marketingu Alžbeta Giláni. Przez chwilę wahaliśmy się, zwłaszcza filmowcy, czy w tej sytuacji warto w ogóle wjeżdżać na górę. Zaryzykowaliśmy i okazało się to decyzją słuszną. W ośrodku tym jest sporo atrakcji zarówno zimowych jak i letnich. Kanapowa kolejka linowa, wieża widokowa, a także „letni bobslej”: „bobova draha”, którą zjeżdża się nie lodową rynną, lecz 1300 metrową, bardzo krętą trasą szynową w dół z prędkością do 40 km/h, a wraca 300 m inną, wprost pod górę, ciągniętym przez linę.

To duża atrakcja, sprawdziłem osobiście, o tym ośrodku też napiszę wkrótce obszerniej. Tyle na dzisiaj. Relacje z kolejnych dni i atrakcji tego wyjazdu – wkrótce.

Cezary Rudziński
Zdjęcia autora

a