sobota, wrzesień 26, 2020
Follow Us
środa, 04 styczeń 2012 14:15

Rowerem przez Czarny Ląd

Napisane przez Cezary Rudziński
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Pierwszym człowiekiem, który przejechał na rowerze, i to samotnie, Afrykę wzdłuż – z Kairu do Kapsztadu, był Polak, Kazimierz Nowak. Podróż tę odbył w latach Wielkiego Kryzysu na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku. Podobną wyprawę odbyło w latach 2009-2010 trzech polskich turystów rowerowych, w tym Maciej Czapliński. Czy udało im się poznać Afrykę?

Inicjator tej podróży, czyli Czapliński, opisał ją w obszernej, bogato ilustrowanej zdjęciami relacji wydanej przez „Bezdroża" w serii wydawniczej „Szlaki ludzi ciekawych". Członkowie wyprawy chcieli poznać krajobrazy i przyrodę, zabytki i współczesne budowle, ludzi i ich zwyczaje. Pragnęli także odszukać, o ile znajdowały się na trasie, ślady Polaków i ciekawych ludzi innych narodowości.

Autor, który miał już doświadczenie z wielu wcześniejszych wypraw rowerowych po Europie, Bliskim Wschodzie i południowo–wschodniej Azji, przygotowywał się do podróży zaplanowanej na 9–10 miesięcy, przez dwa lata. Przeczytał do niej setki lektur. Ubiegał się – z bardzo mizernym skutkiem – o sponsorów medialnych, firmowych oraz samorządowych. Problemem okazało się też skompletowanie uczestników. Nawet na poszczególne etapy tej wyprawy, bo i takie proponował warianty.

Ogromne wyzwanie, jakim była ta wyprawa, związany z nią wysiłek fizyczny, zdrowotny, psychiczny oraz wydatki, a także niemożliwość wygospodarowania przez wielu potencjalnych kandydatów aż tak długiego czasu spowodowały, że wyruszyli na nią czterej podróżnicy. Cel zaś osiągnęło trzech, gdyż jeden wycofał się jeszcze przed afrykańskim półmetkiem. Po drodze na krótko dołączali do nich inni, także kobiety, ale byli to tylko epizodyczni towarzysze podróży.

Trzech, którzy pokonali całą trasę, przejechało przez Egipt i Sudan. Przez niemal dwa miesiące zwiedzali Etiopię. A następnie przez Kenię, Tanzanię, Zambię i Botswanę dotarli na południowy kraniec afrykańskiego kontynentu – Przylądek Igielny oraz do Kapsztadu. Było to przedsięwzięcie ogromne i ryzykowne. Także opisy niemiłych przygód, walki z terenem, klimatem, chorobami są niezwykle ciekawe.

 

Podczas lektury tej książki i oglądania zamieszczonych w niej zdjęć czytelnik niemal uczestniczy w codziennym zmaganiu się podróżników z trudnościami. A to z szukaniem miejsc na rozbicie namiotów lub noclegu pod dachem. A to z żywnością, o którą w bezludnych, biednych okolicach oraz przy bardzo ograniczonych środkach finansowych było trudno. I jeszcze z innymi zagrożeniami...

Celem wyprawy, oprócz przejechania tej trasy, było także zwiedzanie. Już we Frankfurcie nad Menem czas oczekiwania na samolot do Kairu podróżnicy wykorzystali na wycieczkę do Moguncji. Przez Egipt podróżowali w stałej asyście policji. Było to jeszcze przed tamtejszym rewolucyjnym zrywem 2011 roku. Cudzoziemcy musieli być chronieni, nawet jeżeli o to nie tylko nie prosili, ale wręcz starali się takiej asysty uniknąć. Podróż na rowerach w towarzystwie policyjnego samochodu miała jednak swoje plusy. Przede wszystkim chroniła przed natręctwem handlarzy i nieustannie wyciągających się rąk po bakszysz.

I chociaż autor stwierdził w pewnym momencie, że „Egipt nie jest rajem dla rowerzystów", to opisy tego, co tam widzieli, są ciekawe. Zarówno Kairu i jego okolic, jak i klasztoru Panny Marii w Dajr al-Muharrak. Zaskoczony natomiast zostałem w trakcie lektury, kiedy autor nie napisał nic o antycznych zabytkach w Abydos, Denderze, Luksorze, Edfu i Kom Ombo.

Z Asuanu do Sudanu uczestnicy wyprawy popłynęli statkiem przez Jezioro Nasera, gdyż między tymi krajami brak w okolicach Abu Simbel drogi lądowej z przejściem granicznym. Podróż przez Sudan, to było pierwsze duże zaskoczenie zarówno dla kolarzy, jak i czytelnika. Zamiast oczekiwanych tam niewyobrażalnych bezdroży zastali sieć nowych, wybudowanych w ciągu 2 lat przez Chińczyków, autostrad łączących wszystkie duże miasta. A Sudan ma powierzchnię ośmiokrotnie większą od Polski. Co nie znaczy, że poza autostradami nie ma tam i koszmarnych dróg.

Nie potwierdziła się opinia, że Sudan to bardzo niebezpieczny kraj. Autor podkreślał zaskakującą bezinteresowność i gościnność Sudańczyków. Równocześnie jednak w kraju tym panuje ubóstwo, jeżeli chodzi o zabytki. Nieliczne są słabo zachowane, źle konserwowane i fatalnie eksponowane. Uczestnicy wyprawy przez 2 dni szukali w piaskach pustyni ruin Starej Dongoli, bo nie ma do nich drogowskazów.

 

Kolejnym, negatywnym zaskoczeniem okazała się Etiopia, którą zwiedzali niemal 2 miesiące. Jest to kraj ze wspaniałymi zabytkami, ale równocześnie niemiłymi ludźmi. Zdaniem autora relacji to bardzo ciekawe państwo, z pięknymi, chociaż ciężkimi dla rowerzystów do pokonania wysokimi górami, terenami pustynnymi i koszmarnymi drogami. Niestety, na drogach panoszy się agresywne żebractwo – łącznie z rzucaniem kamieniami w nagabywanych. Za wstępy do świątyń i klasztorów trzeba słono płacić. Na południu kraju fotografowani ludzie życzą sobie za to pieniędzy. Niechęć autora do tego kraju narasta w miarę podróży po nim. Najpierw „Etiopia to najgorsze miejsce, jakie znam". Później „Etiopii nienawidzę już z całego serca". Wreszcie „Nie sposób uciec przed ludźmi (już nawet nie tylko dzieciakami), którzy za wszelką cenę usiłują zwrócić na siebie naszą uwagę – wyją, gwiżdżą, piszczą, próbują dotknąć, czasami popchnąć albo tylko przestraszyć".

To zupełnie inny obraz tego kraju, który znam z relacji innych osób, którzy tam byli. Może turyści zorganizowani mają inne doznania niż samotnie podróżujący po bezdrożach i głębokiej prowincji biali rowerzyści?

Rozdziały poświęcone podróży przez Etiopię powinien przeczytać każdy wybierający się do tego kraju. Oczywiście, lepiej by było, gdyby przeczytał całą książkę. Mnóstwo ciekawych informacji, opisów i ciekawostek dotyczy także kolejnych krajów, przez które przebiegała trasa tej wyprawy. Interesujące i kompetentne są opisy przyrody, zwyczajów religijnych miejscowych katolików, trudności podróżowania rowerami po drogach. Ciekawe są też relacje z kopalni diamentów w Botswanie, slumsów w RPA, gościnności (wobec białych rowerzystów) białych posiadaczy ziemskich w tym kraju.

W książce „Afryka. Przekrój podłużny" znajdziemy też fragmenty o nudnych odcinkach np. w Zambii. „Droga nuży monotonią. Wszystkie kolejne dni są takie same. Krajobraz niezmienny przez setki kilometrów".

 

Książka jest ciekawa i dobrze napisana, chociaż nie bez niezręczności językowych. Na pewno warta jest przeczytania. Czytelników być może zachęci ona do zwiedzenia opisanych państw, chociaż niekoniecznie na rowerze. Znaleźć w niej można bowiem również mnóstwo informacji, obserwacji, spostrzeżeń, legend i opisów wzbogacających tradycyjne przewodniki po ciągle zbyt mało znanych u nas krajach Czarnego Lądu.

Maciej Czapliński, „Afryka. Przekrój podłużny. Rowerowe safari z Kairu do Kapsztadu", Wydawnictwo Bezdroża. Wyd. I, Kraków 2011, str. 332, cena 39 zł.

{jumi [*6]}

Dodatkowe informacje

  • Wydawca: Bezdroża
  • Język: polski
  • Gatunek: literatura faktu
  • ISBN: 9788324636945
  • Recenzent: Cezary Rudziński
  • Data recenzji: 2012_01_05
  • Ocena recenzji: 4

a