niedziela, czerwiec 26, 2022
Follow Us
środa, 04 maj 2022 11:21

Odessa: co może stracić Ukraina i Europa Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Jeden ze skarbów scytyjskich Jeden ze skarbów scytyjskich Fot. Cezary Rudziński

Odessa, największy ukraiński port nad Morzem Czarnym, a zarazem trzecie pod względem wielkości, po Kijowie i Charkowie, ponad milionowe miasto Ukrainy, od początku zbrojnej napaści na nią przez Rosję jest celem tej agresji.

Jej zdobycie oznaczałoby całkowite odcięcie kraju naszego wschodniego sąsiada od morza, pozbawienie go floty wojennej oraz najważniejszego morskiego okna na świat, jakim jest odeski port handlowy, przez który przechodzi znaczna część ukraińskiego handlu zagranicznego, w tym bardzo ważny eksport pszenicy oraz oleju słonecznikowego.

Tragiczna próba 2 maja 2014 roku

„Moskali”, jak rosyjskich sąsiadów nazywają niezbyt życzliwi im Ukraińcy, próbowali już zdobyć ją w 2014 roku, podobnie jak wcześniej Krym i część Donbasu. Manifestacja „Antymajdanowców” pod hasłem „Odessa jest rosyjska” starła się 2 maja 2014 roku na Kulikowym Polu ze zwolennikami jedności Ukrainy. Pierwsi, przepędzeni, uciekli do budynku związków zawodowych. Wybuchł w nim pożar zaprószony od „koktajli Mołotowa”, jak twierdzą obrońcy jedności Ukrainy, lub celowego podpalenia „przez banderowców z Prawego Sektora”, jak głosi propaganda moskiewska.

Faktem natomiast jest, że starcie to pochłonęło 48 ofiar śmiertelnych, w tym 46 zwolenników „Rosyjskiej Odessy”. Których 31 zginęło w płomieniach, 11 skacząc z okien 3-4 pietra, a blisko 250 odniosło rany. Na razie, w 8 lat później, miasto i port są pod sporadycznym ostrzałem rakietowym oraz są zagrożone przygotowywanym przez najeźdźców desantem morskim. Którego przeprowadzenie znacznie utrudniło zatopienie krążownika „Moskwa”, a przede wszystkim załamanie się „wojny błyskawicznej”, bohaterska obrona Ukraińców i niewielkie sukcesy Rosjan na wschodzie w Donbasie oraz nieco większe nad Morzem Azowskim. Ale wojna trwa…

Takie były początki

Co może stracić Ukraina, a także europejska kultura, gdyby agresorom udało się zdobyć lub zniszczyć Odessę, podobnie jak już ponad 1,5 milionowy Charków, prawie 450-tysięczny Mariupol i inne mniejsze miasta? Warto to sobie uzmysłowić przypominając czym jest największe ukraińskie portowe miasto nad Morzem Czarnym i kim jego mieszkańcy – „Odesity”. Jakie są tam zabytki, zbiory muzealne i inne cenne, nie tylko dla turystów, obiekty i miejsca. Współczesna Odessa, zarówno miasto jak i port, jest stosunkowo młoda. Jej początki sięgają roku 1794.

Ich budowę rozpoczęto po zdobyciu w 1789 roku przez kozaków pod dowództwem Hiszpana (!) Jose de Ribasa dla Rosji tureckiej twierdzy Chadżybej. Przy czym budowano je według projektu brabanckiego inżyniera Françoisa Sainte de Wollanta. Podobno na rozkaz feldmarszałka i generalissimusa Aleksandra Suworowa (1730-1800), dla nas zbrodniarza wojennego, gdyż to na jego rozkaz wymordowano w 1794 r. mieszkańców prawobrzeżnej części Warszawy, co przeszło do historii jako Rzeź Pragi. Formalnie Odessa założona została ukazem carycy Katarzyny II (1729-1796) z lipca 1795 roku.

Antyczne osady greckie I epizod litewsko - polski

Ale nie na pustym miejscu. W epoce antycznej na terenie obecnej Odessy istniały dwie osady greckie: Isiaka i Istrian. Odkopane fragmenty ruin tej drugiej, przykryte szklanym dachem, można oglądać na Bulwarze Nadmorskim, jednej z najważniejszych ulic miasta. Od roku 337 n.e. tereny te należały do Gotów, od 390 r. do Hunów, a następnie ich potomków Kutrigurów. Od 520 r. Awarów, w sto lat później bułgarskich hord chana Asparucha, wreszcie od 830 r. do Madziarów. Wiadomo, że w XIV w. istniała już wspomniana, wówczas tatarska, podległa chanatowi krymskiemu, warowania Chadżybej.

Był też wątek litewsko – polski. Od 1392 r do końca lat 40-tych XV w. obszary między Dniestrem i Dnieprem, a więc i teren obecnej Odessy, wchodziły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. W roku 1415 Władysław Jagiełło wysłał przez ten port, nazywany przez Jana Długosza Kaczybuiew, kilka statków z pszenicą. A w 1442 r. Władysław III Warneńczyk nadał ówczesną warownię „w dożywocie”, kamienieckiemu kasztelanowi i staroście. W roku 1529 znalazła się ona w osmańskim Nowym Świecie (regionie Yeni Dünya) i pozostał we władaniu tureckim aż do zdobycia przez Rosję północnego wybrzeża czarnomorskiego.

Armand Richelieu i inni

Przy czym Krym podporządkowany został jej już w 1774 r., a cały ten region stał się, m.in. po Ukrainie „zjednoczonej” z Rosją w 1654 r. w Perejasławiu, kolejną rosyjską zdobyczą kolonialną. Niewielu ludzi zdaje sobie bowiem obecnie sprawę, że Federacja Rosyjska, podobnie jak wcześniej Imperium Romanowych i ZSRR, jest w gruncie rzeczy ostatnim państwem kolonialnym w Europie. Ale to już inny temat. Odessę budowali francuscy emigranci, uchodźcy przed Wielką Rewolucją 1789 roku i jej terrorem. Przede wszystkim: książę Armand Emanuel Richelieu, gen. Louis Alexadre Andranault Langerom i Hiszpan Joseph Deribas (Jose de Ribas).

Pierwszy z nich, jako gubernator, który zarządzał miastem od 1804 r., ukończył budowę portu. Miasto powstało na nowoczesnym planie ulic przecinających się pod kątem prostym. Mało zresztą brakowało, aby… nie powstało. Następca Katarzyny II, jej syn car Paweł I (1754-1801) zaczął bowiem „czystki” po mamusi, która, wbrew zasadom dziedziczenia, nie dopuściła go (małoletniego) na tron po ojcu, Piotrze III (1728-1762), lecz sama go objęła na 34 lata. M.in. odmówił dalszego finansowania budowy Odessy. Tamtejsi, coraz zamożniejsi kupcy, wpadli jednak na genialny pomysł.

Odesity i pomnik… łapówki dla cara wszechrusi

Zapoczątkowując chyba tworzenie się późniejszych „Odesitów”, specyficznych, znanych ze sprytu, wielokulturowości i wielonarodowego pochodzenia, mieszkańców nowego miasta. Wiedząc o „słabości” cara do pomarańczy, które wówczas w Rosji były rarytasem, wysłali mu do Petersburga, kilkoma wozami, ich świeżo dostarczony do portu transport. Po otrzymaniu tego prezentu car przekazał miastu na jego dalszą budowę znaczną wówczas kwotę 250 tys. rubli w złocie. Dar pomarańczy dla cara szybko nazwano „wziatką” (łapówką), bo korupcja nie tylko obecnie była i jest zmorą Rosji.

Fakt ten upamiętniono w Odessie wznosząc w 2004 roku na pięknym bulwarze okazały Pomnik Pomarańczy, nazywany powszechnie Pomnikiem Łapówki. Chyba jedynym tego rodzaju na świecie. Przedstawia on wielką rozciętą pomarańczę na wozie ciągniętym przez parę koni. A na owocu stojącą postać Pawła I oraz klasycystyczne budowle miasta, które wzniesiono dzięki tym pieniądzom. Dodam, że Odesity szybko najpierw zainwestowali je w lombardy oraz wielokrotnie pomnożyli, dzięki czemu suma na inwestycje okazała się już ogromną. A pomnik ten, dłuta Aleksandra Tokariewa, jest obecnie jedną z atrakcji miasta.

Kamienie milowe rozwoju

Rozwijało się ono, i port, dynamicznie, chociaż historię miało burzliwą, zwłaszcza w XX wieku. Wspomnę tylko, że w roku 1803 Odessa miała 9 tys. mieszkańców, wiek później pół miliona, a w latach 80-tych XX wieku, pomimo zniszczeń i strat wojennych, w tym Holocaustu, przekroczyła milion. Tworząc, jak już wspomniałem, specyficzny rodzaj mieszkańców – Odesitów żyjących w tym tyglu narodowości, języków i kultur. Poza Rosjanami i Ukraińcami, którzy obecnie dominują w mieście, w XIX wieku osiedlali się w nim Żydzi, Bułgarzy, Rumuni, Mołdawianie i sporo Polaków.

Naszych rodaków przed I wojną światową mieszkało tam 25-30 tysięcy i stanowili po Rosjanach i Żydach największą mniejszość. Obok tych drugich, ponieśli też największe straty w okresie rewolucji bolszewickiej i wojny domowej, podczas represji w 1922 r., a zwłaszcza „operacji (anty)polskiej” NKWD w 1937 r. Mieszkańcy Odessy mówią głównie po rosyjsku, są naprawdę specyficzni, różnią się od typowych Rosjan i Ukraińców, są otwarci oraz ciekawi świata, z którym jak to w mieście portowym, zawsze mieli jakieś kontakty. Przy czym „Odesitami” i odeskimi patriotami stają się nie tylko ludzie tam urodzeni.

Jak poznawałem Odessę

Także przybysze po stosunkowo krótkim osiedleniu się w tym mieście. Np. dosyć liczni po upadku ZSRR Ormianie. Miasto to rzeczywiście „wciąga”. Miałem o tym okazję przekonać się w trakcie kilku w nim pobytów, poczynając od pierwszego podczas reporterskiej podróży w roku 1967. Zaprzyjaźniłem się wówczas z odeskim pasjonatem, a zarazem wielbicielem twórczości Lema, którego nawet nauczył się czytać w oryginale, redaktora pisma marynarzy i portowców. Ze stałą przepustką do portu handlowego, na którą i mnie do niego wprowadzał, dzięki czemu mogłem go nie tylko zwiedzić, ale także fotografować, a później w Polsce zdjęcia i relację opublikować.

Rzecz w czasach sowieckich, w przypadku zagranicznego dziennikarza, niebywała. Poznałem wówczas w Odessie także niemal wszystkie najważniejsze budowle, zabytki i ciekawe miejsca, ich historię oraz sporo anegdot na ich temat. Późniejsze w niej pobyty pozwalały mi pogłębiać i utrwalać wiedzę o nich, a także poznawać kolejne atrakcje, zwłaszcza zbiory muzealne, na które wcześniej nie miałem czasu. Miasto to, poza chyba jednym wyjątkiem, o którym wspomnę za chwilę, nie ma raczej zabytków rangi światowej. Niespełna 230 lat jego istnienia, w tym dwie wojny, ogromne zniszczenia i przetrzebienie ludności, pozostawiły jednak sporo obiektów i miejsc wartych szczególnej uwagi.

Mołdawanka i potiomkinowskie schody

A miasto, jako całość, i jego mieszkańcy, są fascynujące. Nie ma już co prawda, od czasów II wojny światowej, chociaż formalnie nadal istnieje, słynnej Mołdawanki, dzielnicy biedoty, głównie żydowskiej, oraz przestępczości, tak barwnie opisanej w słynnych „Opowiadaniach odeskich” (1931) Isaaka Babla (1894-1940), rosyjskiego pisarza pochodzenia żydowskiego, uczestnika wojny domowej w szeregach bolszewików, oficera politycznego 1 Konnarmii – Armii Konnej Siemiona Budionnego, zamordowanego później „jako szpiega” przez NKWD.

Obecnie patrzy on z pomnika na dom, w którym niegdyś mieszkał. A bohaterowie jego opowiadań oraz nakręconych na ich podstawie filmów i serialu TV, zwłaszcza herszt bandy rabusiów i złodziei Benia Krzyk z jego ferajną, należą nadal do popularnych postaci literackich. Jeżeli chodzi o inne odeskie atrakcje, to mnie trochę rozczarowują za każdym razem gdy na nie patrzę z góry bądź z dołu, słynne „Schody Potiomkinowskie” prowadzące z wysokiej skarpy do portu. Nazywane tak, gdyż to na nich Siergiej Eisenstein (1898-1948) nakręcił poruszającą scenę dziecięcego wózka zjeżdżającego po nich przed maszerującymi sołdatami w filmie „Pancernik Potiomkin” (1925), zaliczonym do kanonu światowej kinematografii.

Historia pomnika Zamenhofa

Ale jest w Odessie mnóstwo zabytkowych budowli i miejsc, które nie tylko trzeba zobaczyć, ale do których wraca się podczas kolejnych pobytów w tym mieście. Słynny Bulwar Nadmorski na ponad 30-metrowej wysokości skarpie nad brzegiem morza. Pomnik ks. Richelieu i jego okolice, plac Dumy Miejskiej – dawny gmach Giełdy, Teatr Opery i Baletu, Filharmonia, pałace: Woroncowów, Potockich, Szydłowskiego. Główne ulice centrum, zwłaszcza Deribasowska, z domem nr 16 – dawnym Liceum Richelieu, w którym w 1825 r. uczył i mieszkał Adam Mickiewicz.

Zaś w podwórzu domu nr 3 przy niej, pomnik Ludwika Zamenhofa. Jego historia jest ciekawa, bo twórca języka esperanto nigdy nie był w Odessie. Ale w połowie lat 50-tych XX w. warszawscy esperantyści zamówili u odeskiego architekta Mikołaja Błażkowa pomnik Zamenhofa. Nie odebrali go, więc po kilku latach autor postawił go na podwórzu domu, w którym sam mieszkał. Ściślej, na pokrywie tamtejszej studni. W 2008 roku objęty został miejskim programem odnawiania pomników, a po rewaloryzacji wpisany do rejestru zabytków. I obecnie stanowi kolejną atrakcję miasta nie tylko dla esperantystów oraz turystów z Polski i Izraela.

„Grupa Laakona” i „Krzesło” Ilfa I Pietrowa

Z wartych poznania odeskich ulic można wymieniać wiele. Ja bardzo lubię, poza „sztandarowymi”: Bulwarem Nadmorskim i Deribasowską, także Puszkina, Richelieu, Wielką i Małą Arnautską, a także Uspieńską. Ponadto place: Soborowy, Starobazarowy i Preobrażeński, Ogród Dukowski oraz Kulikowe Pole. Trudno mówić o znajomości Odessy, jeżeli się chociaż raz nie było na słynnym Priwozie – miejscu handlu z dużym krytym rynkiem. Jeżeli chodzi o pomniki, to zarówno ich, nie mówiąc już o tablicach pamiątkowych, jak i polskich śladów jest w mieście o wiele więcej, poza tymi, o których już wspomniałem. Do tych pierwszych koniecznie trzeba dodać monumentalny Katarzyny II i jej świty.

Oczywiście również „Grupę Laakona” – replikę antycznej rzeźby z Muzeum Watykańskiego stojącą przed Muzeum Archeologicznym. Drugi, obok już wspomnianego. Pomnik Aleksandra Puszkina i stosunkowo młody Adama Mickiewicza. „Krzeseł”- tego najbardziej poszukiwanego wśród „Dwunastu Krzeseł” z satyrycznej powieści (1927) „odesitów” i odeskich Żydów, Ilii Ilfa (1897-1937) i Jewgenija Pietrowa (1903-1942). I wiele innych. Z pamiątkowych tablic wspomnę m.in. poświęcone Mikołajowi Gogolowi, Adamowi Mickiewiczowi, słynnemu lekarzowi Władimirowi Fiłatowowi, czy Lechowi Kaczyńskiemu.

Zabytki, uzdrowisko i muzea

To tylko przykłady, bo nie zamierzam pisać przewodnika po mieście, gdyż inni zrobili to już wcześniej i dokładniej. Muszę jednak dodać chociażby jeszcze 3 tamtejsze monastery: św. Pantelejmona, św. Michała Archanioła, i św. Eliasza. Czy dwa sobory: Swjato - Troicki (św. Trójcy) i Uspienski (Zaśnięcia Matki Bożej), kilka cerkwi oraz polską katedrę z pomnikiem Jana Pawła II przed nią. No i takie ciekawostki, jak „Most Miłości” z licznymi zawieszonymi na nim kłódkami zakochanych. Czy „Dom z jedną ścianą”. Boczną zbudowano w nim bowiem pod takim kątem, że patrząc z odpowiedniego miejsca widzi się tylko frontową, za którą jest pustka. Osobny temat stanowią odeskie katakumby.

Na ogół mało znany jest fakt, że Odessa to także… uzdrowisko, do którego w czasach sowieckich przyjeżdżało z różnych krańców imperium na leczenie i pobyty profilaktyczne po ponad 400 tys. kuracjuszy rocznie. Ale także ważny centrum muzealne. Doliczyłem się, łącznie z galeriami i Wielką Synagogą, aż 36 muzeów! Nie we wszystkich byłem, zresztą tematyka niektórych nie interesuje mnie. Ciekawe są, i słusznie cieszą się znakomitą renomą: klasycystyczne (1882-1883, arch. Feliks Gąsiorowski) Archeologiczne oraz Sztuki Zachodu i Wschodu. Są też m.in, Wojskowo – Historyczne i Historyczno – Krajoznawcze.

Wspaniała galeria malarstwa rosyjskiego

Ponadto: Obrony Odessy, Sztuki Współczesnej, Filmowe (to przecież miasto słynnej wytwórni filmowej), Rzemiosła Artystycznego, Odeskich Żydów, Holokaustu i ofiar faszyzmu, Numizmatyczne, a wśród innych także Sztuki (wytwarzania) Koniaku. Numerem 1 wśród nich, o randze światowej, jest jednak Odeskie Muzeum Sztuk Pięknych w dawnym klasycystycznym pałacu Olgi Potockiej zbudowanym w roku 1826 dla siostry przez Aleksandra Potockiego. Jego chlubą, chyba u nas mało znaną, jest największy i najwspanialszy poza Rosją zbiór sztuki rosyjskiej, zwłaszcza malarstwa z jej najlepszego okresu: XIX wieku.

Konkurencją dla kolekcji odeskiej są pod tym względem tylko Galeria Tretiakowska w Moskwie i Muzeum Rosyjskie w Petersburgu. Trudno sobie wyobrazić, jaką stratą byłoby jej zdobycie i zagrabienie, jak ma to miejsce w przypadku muzeów i zbiorów w już zajętych przez Rosjan miastach. Chociażby w Mariupolu, gdzie, według informacji miejscowych władz i prasowych, ich łupem padły m.in. cenne obrazy i inne eksponaty muzealne. A w Melitopolu Złoty Skarb z IV p.n.e. ze scytyjskich kurhanów. Ale… pokazane na ilustracjach: w „Gazecie Wyborczej” wspaniały, przepięknej roboty złoty napierśnik – pektorał, a w „Onecie” podobnie olśniewająca ozdoba kołczana, przechowywane są w Muzeum Skarbów Ukrainy, w budynku dawnej klasztornej piekarni w Pieczerskiej Ławrze w Kijowie. One więc chyba ocalały.

Skarby grabione przez Rosjan

Kilka lat temu, po otrzymaniu na to zgody, sfotografowałem je i wiele innych wspaniałych eksponatów tego muzeum oraz zamieściłem te zdjęcia w dziennikarskiej relacji opublikowanej w „Globtroterze” (https://www.globtroter.info/europa-artykuly/83-ukraina/2790-ukraina-zlote-skarby-scytow-i-sarmatow), „Otwartym Przewodniku Krajoznawczym” i „Kurierze 365”. Jeżeli chodzi o skarby Odessy, to bardzo cenne eksponaty są nie tylko w tamtejszym Muzeum Sztuk Pięknych. A obecni rosyjscy najeźdźcy na Ukrainę, podobnie jak podczas II wojny światowej najpierw niemieccy, a później sowieccy, grabią na zajmowanych terenach wszystko co się da. Zarówno indywidualnie żołdacy, niekiedy „na zamówienie” żon czy rodzin, jak i w sposób zorganizowany.

Bo przecież, skoro nie uznają ani państwa ani narodu ukraińskiego, jest to „ich”, rosyjskie. I powinno, według tego chorego rozumowania, a przynajmniej eksponaty najcenniejsze, trafić do zbiorów muzealnych w Rosji. A co się da również w ręce prywatne. Należy mieć nadzieję, że odeskie kolekcje muzealne są dobrze zabezpieczone i ukryte, lub zostały wywiezione w bezpieczniejsze miejsca. Miasto zaś nie wpadnie w łapy zbrodniarzy, ani nie zostanie przez nich zniszczone tak, jak Charków, Chersoń, Mariupol i kilka mniejszych. Bo wówczas straty nie tylko dla Ukrainy, ale i kultury europejskiej byłyby ogromne oraz zapewne w większości nieodwracalne.

a