czwartek, maj 19, 2022
Follow Us
czwartek, 20 styczeń 2022 22:55

Litwa: Kowno – Europejska Stolica Kultury 2022 Wyróżniony

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Kowno Kowno Cezary Rudziński

Kowno, drugie pod względem wielkości, blisko 300-tysięczne miasto Litwy, jest w br., razem z luksemburskim Esch i serbskim Nowym Sadem, Europejską Stolicą Kultury 2022.

Wszystkie trzy w rezultacie „kowidowego poślizgu”, gdyż ten zaszczytny tytuł miały nosić w ub. roku, ale ze względu na pandemię zarazy został, i przygotowane programy, przesunięty o rok.

Po raz pierwszy nielegalnie

Największe miasto przemysłowe kraju naszego północnego sąsiada, a zarazem ważny w nim ośrodek kulturalny i gospodarczy, nie tylko położony jest najbliżej Polski ze wszystkich tegorocznych ESK, ale także związany był przez kilka wieków z naszą, w tym wspólną, historią. Mam do niego stosunek szczególny, chociaż nie posiada tak bogatej przeszłości, ani takiej masy i rangi zabytków, jak stołeczne Wilno. Poznaję bowiem Kowno sukcesywnie od… 55 lat, chociaż tylko w trakcie krótkich, najwyżej parodniowych pobytów. W tym pierwszym nielegalnym.

Dziś wygląda to anegdotycznie i aż mało prawdopodobnie, ale taka była wówczas naprawdę „radziecka” rzeczywistość. W roku 1967 redakcja agencji prasowej, w której pracowałem, wysłała mnie, jako „wędrującego reportera”, na miesiąc do trzech sąsiednich republik: na Litwę, Białoruś i Ukrainę. Szefowie „zadali mi” kilka tematów gospodarczych, na które miałem, po zebraniu odpowiednich informacji i zrobieniu zdjęć, napisać artykuły i korespondencje. Dodałem do tego sporo własnych, przede wszystkim związanych z miejscami „mickiewiczowskimi”.

Jak po ZSRR podróżowali zagranicznu reporterzy

W których, jak wcześniej w Moskwie, Petersburgu (wówczas Leningradzie), Wilnie, czy na Krymie, jeszcze nie byłem. Aby jednak udać się do Wilna, skąd miałem rozpocząć tę dziennikarską podróż, najpierw musiałem polecieć do… Moskwy. Aby w tamtejszym, osławionym OWIRze – Oddziale Wiz i Rejestracji (cudzoziemców i własnych obywateli dokądkolwiek wyjeżdzających), komórce KGB, uzyskać nie tylko zgodę, co w praktyce było niemal nierealne, chociaż udało mi się to w latach 60-tych trzykrotnie, na dziennikarską samotną tj. bez obowiązkowego „tłumacza”, podróż po ZSRR.

Jakoś przekonywający okazał się i tym razem argument, że biegle mówię i piszę po rosyjsku, a redakcja nie ma środków na pokrycie kosztów podróży dodatkowej osoby. A chce przybliżyć czytelnikom „sukcesy ZSRR”. Funkcjonariuszka, jak zobaczyła listę miejscowości, do których zamierzałem pojechać, od razu wyraziła niezadowolenie, że jest taka długa. I zaczęła ją „skracać”. Oczywiście bez uzasadnienia i możliwości dyskusji. Na Białorusi o Zaosie, Nowogródek i jezioro Świteź. Na Ukrainie o Sewastopol, co nie było dla mnie zaskoczeniem, bo o prawo wjazdu do niego starałem się już niemal 10 lat wcześniej.

Wszechwładna bezpieka

A uzyskałem je po niemal… 40-stu, po kilku próbach także w niepodległej Ukrainie. Dopiero później otwarto to miasto dla turystyki. Gdy „towarzyszka major” przeczytała na mojej liście nazwę Bałakława (w pobliżu Sewastopola), to lekko zbladła i zaczęła mnie wypytywać, skąd wziąłem tę nazwę, bo przecież takiej miejscowości… nie ma. Uspokoiła się jak usłyszała: „Przecież Adam Mickiewicz pisał o niej w „Sonetach krymskich”. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że znajdowała się tam ściśle tajna baza remontowa podwodnych łodzi atomowych w morskich grotach, i byłem tam.

Na Litwie ofiarą skreśleń okazały się… Troki i Kowno. Gdy jednak dotarłem do Wilna i skontaktowałem z Litewską Agencją Telegraficzną, bo podczas samotnych podróży reporterskich czasami korzystałem w kontaktach z pomocy miejscowych kolegów po piórze, usłyszałem. Nie masz zgody, to nie możesz tam nocować, bo nie zamelduje cię żaden hotel. Ale pojedziesz. I tego samego dnia zawieźli mnie do Trok samochodem redakcyjnym. Zamek był jeszcze niemal w takiej samej ruinie, jak na litewskich znaczkach pocztowych z 1940 roku, dopiero później odbudowano go do obecnego stanu.

Kowno w jeden dzień

A następnego dnia do Kowna wybierał się z Wilna sekretarz, czy prezes Litewskiego Towarzystwa Przyjaźni, chyba „z zagranicznymi krajami”. I usłyszałem od niego: „Zapraszam do mojego samochodu. Wyjeżdżam wcześnie rano, wracam wieczorem”. Na miejscu czekał już na mnie… sekretarz propagandy miejskiego komitetu partii. „Przydzielił” mi przewodnika i w szybkim tempie poznałem niemal wszystkie zabytki oraz ciekawe kowieńskie miejsca, łącznie z podmiejską „Doliną Mickiewicza”. Takie były wówczas realia podróżowania dziennikarzy „z bratniej Polszy” po ZSRR.

Kraju, którego hymn rozpoczynał się od słów (w tłumaczeniu): „Nienaruszalny Związek Wolnych Republik”. Szczególne wrażenie na mnie zrobiły wówczas nie zabytki gotyckie i barokowe, bo tych w innych miejscach widziałem już wcześniej mnóstwo, czy osławiony IX Fort, miejsce kaźni około 100 tys. Żydów i Cyganów. Ale niezwykle oryginalne rzeźby o tematyce Powstania Styczniowego 1863 r. i losu chłopów pańszczyźnianych. Tworzonych przez wiele lat przez Polkę, córkę powstańca i odkrytych dopiero po jej śmierci. Wykonywanych metodą naszywania „od spodu” na grube płótno obciągnięte na konstrukcyjnym szkielecie, kawałeczków kory wierzb.

U ujścia Wilii do Niemna

Wystawione w kowieńskim muzeum sztuki te piękne i dramatyczne w wyrazie, plastyczne sceny ludzkich losów, robiły, i nadal robią, bo oglądałem je także później w trakcie kolejnych tam pobytów, silne wrażenie. Nieco inne, ale też, słynne „Muzeum diabłów”, któremu początek dał artysta Antanas Žmudzianavičius zbierając i wystawiając początkowo we własnym mieszkaniu najpierw fajki, później kubki i inną ceramikę, rzeźby, rysunki itp. z elementami „diabelskimi”. Gdy byłem w nim po raz pierwszy, widzialem ich około 300. Później zbiory z całego świata, także z Polski, rozrosły się do ponad 3 tysięcy eksponatów.

Wrócę jednak do współczesności i Kowna w roku 2022. Miasto położone jest niespełna 100 km na zachód od Wilna, u ujścia Wilii do Niemna, wpadającej do niego od północy. Rzeki, która na tym odcinku wypływa ze zbudowanego w latach 1955-1959 sztucznego zbiornika, „Morza Kowieńskiego” (Kauno Marios), robiąc dwie ogromne pętle, tworzące położone obok siebie, ale skierowane w odwrotne strony, półwyspy. Zamek oraz Stare i Nowe Miasto położone są przede wszystkim na obszarze między lewym brzegiem Wilii i prawym Niemna. Jako ciekawostkę wspomnę, że Kowno w swojej historii było dwukrotnie miastem nadgranicznym.

Trochę historii

Najpierw, po pokoju podpisanym z Krzyżakami w 1398 r. na wyspie Salin, między Litwą i zajętą przez „chrystianizatorów” Żmudzią. I drugi raz podczas zaboru rosyjskiego, do roku 1918, między Rosją i Królestwem Polskim. Przy czym granica ta przebiegała lewym brzegiem Niemna i do „Priwislenskogo kraja” należały obecne dzielnice miasta po tej stronie rzeki. Pierwsze wzmianki o Kownie, a ściślej o jego zamku, który miał bronić Litwinów przed Krzyżakami, pochodzą z roku 1361. Zamek murowany, częściowo zachowany lub zrekonstruowany, znany obecnie, zbudowali Krzyżacy w 1384 r. A przy nim powstała ufortyfikowana faktoria handlowa należąca do Gdańska.

Miasto zaczęto wznosić, na „dziewiczym” wcześniej terenie, dopiero na początku XV w. Pierwsze domy murowane pojawiły się w nim pod koniec tamtego wieku, gdy Kowno liczyło 500-600 mieszkańców. Natomiast pierwszy kościół, zachowany do naszych czasów, chociaż z przebudowami i dostawioną wieżą, ceglany gotyk p.w. Wniebowzięcia NMP, zbudował na przełomie XIV i XV wieku, wielki książę Witold. I nazywany jest on farą Witołdową. Drugi, też gotycki św. Gertrudy, stanął pod koniec XV i w XVI w. Z tamtego okresu pochodzi również, zrewaloryzowany już w niepodległej Litwie po upadku ZSRR, gotycki kościół św. Jerzego zbudowany dla bernardynów.

Świątynie

A także (XV-XVII w.) gotycka archikatedra św. św. Piotra i Pawła, stojąca dosyć daleko, jak na średniowieczną część miasta, bo przy rynku. Przy czym nie na nim, lecz w zewnętrznym narożniku. Zabytkowy jest również barokowy kościół św. Franciszka Ksawerego z lat 1666-1759 oraz kilka klasztorów, także z gotyckimi korzeniami: bernardynów, franciszkanów i jezuitów. Jest też, z roku 1683, kościół ewangelicko-augsburski. Warte zobaczenia są również dwie świątynie znacznie odbiegające stylem od pozostałych. Obie stoją stosunkowo daleko od historycznego, niewielkiego centrum.

Pierwszą, w stylu neo bizantyjskim p.w. św. Michała Archanioła, na końcu pięknej Alei Wolności (Laisvėses aléja) zbudowano w roku 1893 jako sobór prawosławny, dla miejscowego garnizonu oraz rosyjskich urzędników i ich rodzin. Stanowi architektonicznie trochę „obce ciało” w tkance miasta. W latach międzywojennym zamieniono ją w garnizonowy, i tak też jest przeważnie nazywany. Od 1991 r. jest parafialnym kościołem rzymsko-katolickim. Natomiast modernistyczny, monumentalny bazylikowy kościół p.w. Zmartwychwstania Pańskiego, największy w krajach bałtyckich, wzniesiono w latach 1932-1940 przy ul. Žemaicių, na wzgórzu nazywanym Zieloną Górą.

Górskie kolejki w mieście

Ale tylko w stanie surowym. Sowieci zbudowali w pobliżu fabrykę radioodbiorników i włączyli do niej jeszcze nie konsekrowaną świątynie. A niemieccy okupanci wykorzystywali ją jako magazyn. Budowę dokończono dopiero w latach 2004-2005. Wnętrze ma surowe, najciekawszy jest, moim zdaniem, jej widok z zewnątrz. Przy czym na to wzgórze można dojechać także finikulorem – górską kolejką szynową. Jedną z dwu w mieście. Druga (Aleksoto finikuljerius) wwozi chętnych na wzgórze po drugiej stronie Niemna. Zarówno z niego, jak i z dachu wspomnianego kościoła, roztaczają się piękne panoramy miasta i okolic.

Są ponadto w Kownie dwie świątynie innych religii. Synagoga Chóralna z 1871 r. i niewielki meczet „w stylu wschodnim”, z kopułą i minaretem, z 1930 r. Z budowli świeckich najsłynniejszy zaś jest Dom Perkuna, dawny kantor kupców gdańskich wzniesiony na przełomie XV i XVI w z cegieł w stylu gotyku płomiennego. O pozostałościach zamku już wspomniałem, on i jego najbliższa okolica, stanowią jedno z trzech głównych miejsc zwiedzanych przez turystów. Drugim jest rozległy Plac Ratuszowy, z jego dominantą pośrodku: ratuszem nazywanym Białym Łabędziem.

Biały łabędź

Budowany był od 1542 r,, początkowo jako parterowy, z elementami gotyckimi, później barokowymi i wczesnego klasycyzmu oraz 50-metrową wieżą z końca XVI w, ale podniesioną do obecnej wysokości dwa wieki później. W średniowieczu dookoła niego był targ. Gmach ten w, już blisko 5-wiekowej jego historii, był ratuszem, cerkwią, składem broni, siedzibą miejskiego teatru i państwowym archiwum. Od lat 70-tych XX w mieści się w nim Pałac Ślubów i Muzeum Ceramiki. A jednym z popularnych eksponatów są też ogromne szachy wyrzeźbione w drewnie.

Przy placu tym stoi m.in. również kościół i klasztor jezuitów, w mieszczącym się w którym gimnazjum uczył i mieszkał Adam Mickiewicz. O czym przypomina pamiątkowa tablica w języku litewskim, z inwokacją poety do „Pana Tadeusza” także po polsku, na którą wymieniono wcześniejszą polsko – litewsko – rosyjską. Trzecim „obowiązkowym” punktem zwiedzania miasta i jego atrakcji są główne ulice Starówki, łączące ją z Nowym Miastem. Tu ciekawostka: w związku ze zbudowaniem przez rosyjskie władze carskie w latach 1882-1887, z jednym wyjątkiem w 1913 r., dookoła miasta twierdzy składającej się z 9 fortów, w Kownie obowiązywał zakaz wznoszenia budowli wyższych, niż 2 piętrowe.

Muzea

Spowodowało to jego bardzo prowincjonalny, ale mający swój urok wygląd. Budynki wyższe, które oglądamy obecnie, pojawiły się dopiero w latach międzywojennych, gdy miasto stało się, nieformalną, stolicą Republiki Litewskiej oraz w okresie i po II wojnie światowej. Dodam, że w związku z przyznaniem Kownu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2021, przeniesionego ze względu na pandemię na 2022 r. zrewaloryzowano i odnowiono wiele obiektów i budynków oraz całych ciągów ulic. Przygotowano również szereg imprez w wydarzeń mających przyciągnąć dodatkowych turystów.

Na ile pozwoli na to nadal panująca zaraza, pokaże czas. Ale i bez tego jest w mieście sporo atrakcji, poza już wymienionymi. Spośród ponad 30 muzeów, szczególnie polecam odwiedzenie Narodowego Muzeum Sztuki im. Mikalojusa Konstatinasa Čiurlionisa (1875-1911). „Sztandarowego” litewskiego twórcy, również kompozytora, którego życie związane było także z Polską. Znajduje się tam m.in. ogromny, cenny zbiór jego obrazów. O Muzeum Diabłów już wspomniałem. Dodać do nich trzeba jeszcze przynajmniej Kowieńską Galerię Obrazów i Galerię Sztuki Mykolasa Žilinskasa.

Klasztor w Pożajściu i Dolina Mickiewicza

Ale warte zwiedzenia są również chociażby muzea: Ceramiki, Kamieni szlachetnych (Gemnologiczne), dwa muzyki litewskiej, czy Historii Medycyny i Farmacji. A dla amatorów również Skansen, muzea: Wojskowe, Litewskiego Lotnictwa, Poczty i Telekomunikacji, czy Adama Mickiewicza. O teatrach nie wspominam, bo bariera językowa stanowi poważna przeszkodę w chodzeniu do nich. Ale jest w mieście sporo galerii obrazów i sztuki, w których można zarówno coś kupić, jak i obejrzeć. Polecam także przynajmniej dwa obiekty i miejsca w okolicach miasta.

Przede wszystkim barokowy kościół i zespół klasztorny kamedułów w Pożajściu (Pažaislio vienuolynas) na cyplu „wcinającym się” obecnie w Morze Kowieńskie, już niemal w granicach miasta. I, zwłaszcza od wiosny do jesieni, Dolinę Mickiewicza, przez którą przepływa rzeczka Girstupis. Do niej lubił chodzić nasz poeta z przyjaciółmi, co przypomina w niej duży głaz narzutowy z okolicznościowym napisem. Przyznanie Kownu tytułu ESK 2022 oraz przygotowane tam z tej okazji dodatkowe atrakcje, na pewno przyczynią się do większego spopularyzowania tego miasta, także w Polsce. Chociaż i bez tego, zapewniam, warte jest ono poznania.

Tekst i zdjęcia © Cezary Rudziński
www.globtroter.info

a