czwartek, maj 13, 2021
Follow Us
×

Ostrzeżenie

JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/kur365/domains/kurier365.pl/public_html/images/22961.
×

Uwaga

There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/22961
wtorek, 26 styczeń 2016 00:00

Bazylea, miasto czterdziestu muzeów Wyróżniony

Napisane przez Elżbieta Sawicka
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Bazylea, miasto czterdziestu muzeów Fot.: Elżbieta Sawicka

Bazylea to wymarzone miejsce dla miłośników sztuki. Nie bez powodu nazywana jest kulturalną stolicą Szwajcarii.

Szczyci się pięknym starym miastem na wysokim brzegu Renu, najstarszym w kraju uniwersytetem, niezwykłym ratuszem, monumentalną katedrą, ale przede wszystkim prawie czterdziestoma muzeami i galeriami.

Mistrzowie na gościnnych występach

Numer jeden to Kunstmuseum, najstarszy państwowy zbiór sztuki na świecie i jedno z najbogatszych muzeów w Europie. Można tu spędzić wiele godzin, podziwiając dzieła zarówno dawnych mistrzów, jak i ogromną kolekcję malarstwa XIX i XX wieku. Kto ma niewiele czasu, powinien szybko dokonać wyboru, np. tylko Szwajcarzy (Arnold Böcklin, Paul Klee), albo tylko francuscy impresjoniści, albo, dajmy na to, tylko Braque i Picasso. Kolekcja tego ostatniego jest całkiem pokaźna – w 1967 roku mieszkańcy Bazylei zdecydowali w referendum, że miasto wyłoży sporą sumę na zakup kilku jego dzieł. Zadowolony malarz cztery obrazy dołożył gratis.

{gallery}22961{/gallery}
Jest jednak pewne „ale"... Otóż Kunstmuseum jest od roku zamknięte. Stary gmach (powstał w latach 30. XX wieku, przez co trochę przypomina warszawskie Muzeum Narodowe) przechodzi gruntowny remont i rozbudowę. Obok starego powstaje nowy, supernowoczesny gmach zaprojektowany przez znaną w Bazylei firmę architektów Christ & Gantenbein.
Ponownie Kunstmuseum otworzy podwoje, zapewne z wielką pompą, w kwietniu tego roku.
Pomyślano jednak o turystach, którzy mogliby poczuć się rozczarowani tak długą przerwą. Arcydzieła światowego malarstwa zostały przeniesione w inne miejsca. I tak miłośnicy sztuki awangardowej mogą odwiedzić Museum für Gegenwartskunst przy St. Alban-Rheinweg 60, gdzie do końca lutego prezentowana jest wystawa „Od Cézanne'a do Richtera – arcydzieła z Kunstmuseum Basel".
Kto woli starych mistrzów, może udać się do  Museum der Kulturen Basel w samym sercu starego miasta przy Münsterplatz 20. Tu w wydzielonej dwupoziomej galerii znaleźli tymczasową przystań trzej giganci: Holbein, Cranach i Grünewald.

Książę Myszkin i Erazm z Rotterdamu

Najmocniej błyszczy gwiazda Hansa Holbeina Młodszego. Kunstmuseum posiada wspaniałą kolekcję dzieł niemieckiego mistrza. Holbein mieszkał w Bazylei, zanim wyjechał do Anglii i został nadwornym malarzem króla Henryka VIII. W bazylejskich zbiorach znajduje się „Chrystus w grobie" z 1521 roku, olej na desce, który zrobił wstrząsające wrażenie na Fiodorze Dostojewskim. W „Idiocie" wspomina dzieło Holbeina książę Myszkin: „Ależ od tego obrazu niejeden może utracić wiarę!".
Są też znane portrety: burmistrza Mayera z małżonką, Lais z Koryntu, portret żony artysty z dziećmi. Największą uwagę przykuwa jednak portret Erazma z Rotterdamu.
Wielki humanista, autor „Pochwały głupoty", mieszkał w Bazylei przez osiem lat. To dzięki niemu tutejszy uniwersytet, założony już w 1460 roku, stał się kwitnącym centrum szwajcarskiego odrodzenia. Kiedy protestanci narzucili miastu swoje reguły, Erazm – który krytykował Kościół, ale nigdy nie poparł Lutra – opuścił miasto i osiedlił się w niedalekim Fryburgu Bryzgowijskim, pozostającym pod władzą katolickiej Austrii. Popłynął Renem. „Licznie zgromadzony tłum przypatrywał mu się, gdy 13 kwietnia 1529 r. w asyście kilku przyjaciół wsiadał na statek; nie wyrządzono mu jednak żadnej krzywdy" – pisał Johan Huizinga w książce o swoim wielkim rodaku. Po kilku latach stary i schorowany uczony wrócił jednak do Bazylei, gdzie zmarł w 1536 roku. Jego grobowiec znajduje się w Münster, romańsko-gotyckiej katedrze św. Marcina.

Bodhisattwa, opium, pawie pióra

Museum der Kulturen jest nieco ukryte, mieści się w podwórku przy Münsterplatz. Oryginalne połączenie historii z nowoczesnością: XIX-wieczny budynek pokrywa ekstrawagancki, połyskujący dach zaprojektowany przez najsłynniejszą firmę bazylejskich architektów Herzog & de Meuron. Uczciwie przyznaję – zaszłam tam tylko po to, żeby raz jeszcze spojrzeć na chwilowo przesiedlone obrazy starych mistrzów. Tymczasem fascynujące okazały się zbiory własne Museum der Kulturen! To jedna z największych na naszym kontynencie kolekcji etnologicznych, zbiór ponad 300 tysięcy obiektów na temat życia europejskich i pozaeuropejskich kultur. Oczywiście kuratorzy nie pokazują wszystkich naraz w długim i nudnym ciągu, ale selekcjonują i aranżują interesujące wystawy czasowe.
Wędrując po piętrach muzeum miałam okazję dowiedzieć się wiele na temat historii opium, poznać jego zastosowania w medycynie oraz (niewątpliwy) wpływ na literaturę i sztukę. Mogłam podziwiać folklor sycylijski – dwukołowe wózki pokryte kolorowymi malowidłami (ciągnęły je zwykle osiołki), marionetki z sycylijskiego teatru lalek, piękną ceramikę, a nawet... kolekcję bibułek, w które zawijano sycylijskie pomarańcze.
Inna wystawa przypomina wielkie ekspedycje naukowe podjęte w XIX i XX wieku – m.in. do Sri Lanki, Kamerunu, Brazylii, Togo czy Indonezji. Egzotycznym maskom, instrumentom muzycznym, figurom bóstw i ozdobom towarzyszą też dziesiątki, zwykle czarno-białych, zdjęć zrobionych przez badaczy (muzeum ma w swoich zbiorach 50 tysięcy historycznych fotografii).
Wreszcie wystawa pod nieco zaskakującym tytułem „Etykiety, dzbanki, stroje" prezentująca eksponaty gromadzone przez muzeum od 1904 roku. Przegląda się w niej życie codzienne Europy – od epoki przedindustrialnej po współczesność. Wszystkie kraje i narody starego kontynentu! Nie brak polskich akcentów: obrazki malowane na szkle, szopki krakowskie, drewniane Chrystusiki Frasobliwe, kierpce, haftowane kożuchy i serdaki. Obok czarnego cylindra paryskiego dżentelmena znalazła się czapka krakuska. Oczywiście z pawim piórem.

Wdzięk starych zabawek

Wśród muzeów Bazylei jest też takie, które śmiało można polecić rodzinom z dziećmi, a także wszystkim lubiącym powracać wspomnieniami do lat dzieciństwa.
Ale od początku. Historia zaczyna się od pani Margarete Steiff, szwaczki w niemieckim miasteczku Giengen. Unieruchomiona w inwalidzkim wózku, szyje i sprzedaje pluszowe zabawki dla dzieci. Najpierw słonie, świnki, psy i koty, ale któregoś dnia przychodzi jej na myśl, że mógłby to być mały niedźwiadek. I tak, ponad sto lat temu, powstaje ulubiona zabawka naszego dzieciństwa – pluszowy miś. Zwykle żółty, beżowy albo brązowy. Czarne misie zaczęto produkować po katastrofie „Titanica".
Przypominam tę historii nie bez powodu. Największa na świecie kolekcja pluszowych niedźwiadków mieści się w Spielzeug Welten Museum Basel, czyli w tutejszym Muzeum Zabawek Świata. Jest ich ponad 2500, wśród nich także te najstarsze marki Steiff. Są misie z Francji, Wielkiej Brytanii i, oczywiście, Teddy bears ze Stanów Zjednoczonych. Wszystkich zabawek zgromadzono tu w sumie sześć tysięcy, w tym ponad tysiąc lalek – najstarsze z połowy XIX wieku.
Gmach przy Steinenvorstadt 1 jest okazały; w zimowy wieczór przyciąga pięknym oświetleniem i bajkową atmosferą. Cztery piętra, tysiąc metrów kwadratowych powierzchni. Muzeum (i muzealny sklepik na parterze) to prawdziwa mekka kolekcjonerów. W szklanych gablotach – zabawki z całego świata, historyczne i współczesne. A wśród zwiedzających zaskakująco dużo dorosłych, wpatrzonych w wiktoriańskie porcelanowe lalki w koronkowych sukienkach, miniaturowe sklepy spożywcze, zakłady krawieckie i fryzjerskie z pełnym wyposażeniem, paryskie kawiarnie z maleńkimi filiżankami i dzbanuszkami na śmietankę. Imponująca precyzja, której dzieci być może nie docenią, ale dorośli na pewno.

a