czwartek, wrzesień 24, 2020
Follow Us
poniedziałek, 19 listopad 2012 13:22

Mali uciekinierzy z Tybetu

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Tybet zajęty w 1950 roku przez wojska Chińskiej Republiki Ludowej i siłą do niej wcielony, jest modernizowany, ale i wynaradawiany. W szkołach podstawowych od 2 klasy nauczanie odbywa się po chińsku – w języku, którego Tybetańczycy nie rozumieją. Co roku ojczyznę opuszcza więc tysiące Tybetańczyków. O tym jest książka „Ucieczka przez Himalaje".

W Tybecie uprzywilejowani są chińscy osadnicy przesiedlający się na Dach Świata z innych regionów Państwa Środka. Ludność tybetańska gnębiona jest zaś nie tylko politycznie i religijnie, ale także wysokimi podatkami niemal od wszystkiego, również od posiadanego trzeciego dziecka, nie mówiąc już o następnych.

W pierwszym rzędzie uciekają więc zagrożeni ze względu na poglądy polityczne i niechęć do władz chińskich, młodzi mnisi. Z kolei rodzice wysyłają dzieci nielegalnie kosztem ogromnych wyrzeczeń materialnych do Indii w nadziei, że tam, dzięki wspólnocie tybetańskiej skupionej wokół Dalajlamy i międzynarodowej pomocy, uzyskają wykształcenie, zawód oraz znajdą szczęście. A gdy ich ojczyzna znowu będzie wolna, wrócą do Tybetu jako wykształcona kadra, aby go rozwijać.
Ucieczki te, zarówno starszych jak i dzieci, odbywają się pieszo przez himalajskie góry, doliny i przełęcze. Uciekinierzy omijają chińskie posterunki i patrole. Jeśli im się to nie udaje, to trafiają do więzienia. Ucieczki trwają po wiele dni, nawet kilka tygodni w warunkach trudnych do przetrwania nawet przez dorosłych, zahartowanych i twardych Tybetańczyków. I pociągają za sobą ofiary także z wycieńczenia.
Pokazane w niemieckiej telewizji zdjęcia dwójki tybetańskich dzieci zamarzniętych podczas jednej z takich ucieczek stały się dla niemieckiej aktorki Marii Blumencron inspiracją do nakręcenia dokumentu filmowego na ten temat. Następnie Blumencron napisała książkę ilustrowaną zdjęciami bohaterów tej ucieczki. Jej relacja, częściowo z wydarzeń, w których uczestniczyła, w znacznej części napisana na podstawie opowieści małych uciekinierów i ich opiekunów w drodze, jest w wielu miejscach wstrząsająca.
Są to losy kilkorga dzieci, których ucieczkę filmowała na terenie Nepalu po przekroczeniu przez grupę granicy chińskiej na wysokości około 6 tysięcy metrów n.p.m. Znajdziemy tu opowieści o życiu tych dzieci i ich rodzin w Tybecie, przyczynach decyzji rodziców, żeby powierzyć dzieci przewodnikowi ze świadomością, że najprawdopodobniej już nigdy ich nie zobaczą. Przeważnie były to trzecie dzieci w rodzinie, za posiadanie których trzeba było płacić podatek, a środków brakowało nawet na wyżywienie reszty rodziny. Dominowała jednak nadzieja na zapewnienie im lepszego życia oraz wykształcenia.
Rodzice nie mogli zapewnić dzieciom edukacji w ich kraju, zarówno ze względu na koszt posyłania dzieci do szkoły, jak i fakt, że od 2 klasy nauka w Tybecie odbywa się tylko po chińsku, w języku którego dzieci nie rozumiały. Uważane więc były przez chińskich nauczycieli za tępe – w odróżnieniu od „pilnych" Chińczyków. Bez wykształcenia, nawet podstawowego, dzieci byłyby skazane na los równie marny, jak ich biedni rodzice. W tych rodzinnych historiach, z cytatami z opowieści dzieci, jest m.in. dziadek, którego Chińczycy więzili i torturowali, gdyż nie chciał nazwać Dalajlamy „językiem węża".

W książce jest mnóstwo ciekawych historii z życia w tybetańskiej głuszy, o wioskach, o miejscowych szkołach, zwyczajach itp. Autorka nie znała jednak tamtejszych realiów, gdyż po paru dniach pobytu w Tybecie podczas pierwszej próby nakręcenia filmu została zatrzymana w strefie zamkniętej i po dwóch dniach spędzonych w areszcie deportowana.
Autorka czasem koloryzuje rzeczywistość, wkładając w głowy opisywanych dzieci cudze rozważania. Oto na przykład niespełna 8-letnia Mała Pema marzy rzekomo podczas ucieczki o tym, że z matką „pójdą do jednego z wielu małych sklepów na terenie świątyni (...) zajrzą do herbaciarni, zamówią gorące pierożki momo i w końcu pójdą do kina. W dużych domach handlowych niedaleko pałacu Potala będzie mogła trzy razy przejechać się schodami ruchomymi – do góry i dół." Mało prawdopodobne jest, żeby wiejskie dziecko z prowincji kiedykolwiek słyszało o centrach handlowych.
Z kolei rówieśnik dziewczynki, Dhondub, który nic nie rozumie w 2 klasie na lekcjach prowadzonych po chińsku myśli: „Kiedy dorosnę, zostanę bossem dużej firmy. Wtedy kupię piękną chubę (kurtkę) dla amy (mamy), złotą wagę dla taty i bujany fotel dla dziadka!". Nie wiemy jednak, skąd malec mógł znać i rozumieć takie słowa, jak boss czy bujany fotel. Takie fragmenty, mimo iż jest w nich sporo interesujących opisów i informacji, uważam w książce za najsłabsze.
Do mnie najbardziej przemówiły cytowane w książce proste relacje dzieci – uczestników tej ucieczki. Chociażby 10-letniej Chime: „Góry były w niektórych miejscach bardzo strome, a ścieżki wyjątkowo wąskie! Często drogę zagradzały nam wielkie głazy. Kiedy weszliśmy na lód, było bardzo ślisko. A kiedy patrzyłam w noc, bałam się ciemności. My, dzieci, kiedy ogarniał nas smutek, trzymałyśmy się za ręce i śpiewałyśmy. Razem przedzierałyśmy się przez wysokie góry, strome ścieżki i głęboką wodę, często całe zalane łzami."
Natomiast 8-letni Dhondub mówił tak: „Razem szliśmy, razem jedliśmy, razem spaliśmy i razem się trzymaliśmy. Dostawałem pomoc – prawie od każdego w grupie. Czasami płakałem z tęsknoty za rodzicami, ale potem szedłem dalej. Starałem się wytrwać. Byłem naprawdę dzielny." A 6-letnia Dolker stwierdziła: „Kiedy tak szliśmy przez śnieg, byłam pewna, że umrę. Wtedy najbardziej brakowało mi mamy. Najchętniej wróciłabym do domu, gdyby ktoś się mnie wtedy spytał."

Relacja z głównego wątku tej książki – ucieczki przez Himalaje – jest równoległa. O tym, co działo się w grupie uciekinierów na ziemi tybetańskiej napisano na podstawie relacji jej uczestników. Jest tu wiele dramatycznych scen i momentów. Uciekinierzy musieli pokonywać przez wiele dni coraz znaczniejsze wysokości, aż do 6 tysięcy metrów n.p.m., borykali się z rzekami, śniegiem, wiatrem, spaniem w przypadkowych miejscach lub w zaciszu skał, niedojadaniem.
W książce przeczytamy też o osobistych przeżyciach autorki z organizowania ekipy telewizyjnej oraz spotkania z uciekinierami wysoko w górach, tuż po przekroczeniu przez nich granicy chińsko-nepalskiej. Zatrzymanie uciekinierów przez Nepalczyków groziło odesłaniem do Tybetu i chińskim więzieniem, albo 10 latami więzienia w Nepalu. Najpierw autorka spotkała inną grupę – mnichów z jednym małym chłopcem. A chodziło przecież o pokazanie całej grupy dzieci zgodnie z założeniem, jakie przyjęła autorka, przystępując do realizacji filmu o tej ucieczce:
„Jeśli mamy pokazać światu los Tybetu, potrzebujemy do tego dzieci! Jak lepiej przybliżyć ludziom na Zachodzie nędzę tybetańskiego narodu, jeśli nie przez fakt, że rodzice są gotowi posłać swoje pociechy na taką wędrówkę?" Potem było drugie, najważniejsze spotkanie, z małymi bohaterami reportażu. Sceny tych spotkań należą do najlepszych części książki. Między autorką i małymi uciekinierami nawiązała się więź na lata.
Opisywane fakty zaczęły się w roku 1997 roku. Ucieczka miała miejsce w 2000 roku. Nakręcony o niej reportaż telewizyjny wyróżniono w Niemczech i innych krajach. Ostatnie sceny książki mają miejsce w tybetańskich ośrodkach w północnych Indiach w 2005 roku, dokąd autorka przyleciała na spotkanie z „jej" tybetańskimi dziećmi. Im się powiodło - inaczej niż dorosłym uczestnikom tej ucieczki. Niemal wszystkie dzieci uczyły się wówczas tak dobrze, że dostawały się do prestiżowych szkół. Natomiast spośród sześciu dorosłych tylko jeden znalazł sobie miejsce w Indiach. Pozostali wkrótce, gdy okazało się, że nie spełniają się ich nadzieje na lepszą przyszłość, wrócili do Tybetu.
Pierwsze wydanie książki – relacji o tej ucieczce i nakręconym o niej filmie ukazały się w Monachium w 2006 roku. Polski czytelnik otrzymuje ją w 6 lat później. Sporo od tamtego czasu zmieniło się w Tybecie i wokół Tybetu. Najwyżej na świecie biegnąca linia kolejowa połączyła Chiny wschodnie z Lhasą. Trwa, niezbędna przecież, modernizacja Tybetu. Podróżując po tym kraju, widziałem m.in. dziesiątki zespołów inspektów, w których uprawia się pomidory, ogórki oraz inne warzywa i jarzyny, których tam wcześniej nie jadano.
W sklepach są cytryny, pomarańcze, banany, nie mówiąc już o współczesnych artykułach przemysłowych. W klasztorach korzysta się z czajników z wodą gotującą się na bateriach słonecznych. Telefony komórkowe można zobaczyć przy uchach także wielu mnichów. To unowocześnianie kraju pociąga za sobą jednak również sinizację, coraz bardziej widoczne sprowadzanie Tybetańczyków do roli mniejszości narodowej we własnym kraju. A wielcy tego świata bardziej troszczą się o dobre stosunki z liczącą 1,4 miliarda mieszkańców chińską potęgą gospodarczą, niż o los 6 milionów Tybetańczyków. Problem Tybetu nie przestał istnieć, stara kultura nie powinna zginąć.
Książka osiągnęła, podobnie jak wcześniej film dokumentalny o tej ucieczce, swój cel. Pokazały one światu nie tylko trudy i niebezpieczeństwa tego rodzaju ucieczek, ale również nieprawdopodobną determinację rodziców decydujących się na skazanie na nie swoich dzieci, byle tylko dać im szansę lepszego życia. Czy dotyczy to tylko Tybetu? Wystarczy obejrzeć i posłuchać jakże częstych telewizyjnych relacji o próbach, nie zawsze udanych, dostania się do Europy mieszkańców biednych regionów Afryki.

Maria Blumencron, „Ucieczka przez Himalaje", wydawnictwo Hachette Polska w serii „Niesamowite historie", wyd. I, Warszawa 2012, str. 303.

{jumi [*6]}

Dodatkowe informacje

  • Wydawca: Hachette Polska
  • Język: polski
  • Gatunek: literatura faktu
  • ISBN: 9788377399224
  • Recenzent: Cezary Rudziński
  • Data recenzji: 2012_11_19
  • Ocena recenzji: 5

a