środa, grudzień 08, 2021
Follow Us
piątek, 19 marzec 2021 00:03

Bezdroża: Wielki Szlak Himalajski

W Bezdrożach ukazała się kolejna, bardzo ciekawa książka – relacja z wypraw w najwyższe góry świata, chociaż bez wspinaczek na ich szczyty: Wielki Szlak Himalajski, napisana przez doświadczonego podróżnika z dużym dorobkiem w tej dziedzinie, Bartosza Malinowskiego. Który postawił sobie, realizowany przez 5 lat, cel: przejście tego szlaku.

Dział: Przewodniki

Manaslu w Nepalu to ósma góra świata. I dwie polskie podróżniczki, które postanowiły się z nią zmierzyć.

Dział: Azja
poniedziałek, 16 lipiec 2018 13:33

Bezdroża: Nepal

Leżący u stóp Himalajów Nepal słynie z fascynujących widoków gór, pięknych zabytków sakralnych i świeckich oraz bogactwa przyrody w parkach narodowych i na terenach nizinnych.

Dział: Globtroter
Etykiety
czwartek, 02 listopad 2017 02:57

Himalaje - Po ogonie smoka na nagą górę

Liczący 8126 m n.p.m. himalajski szczyt Nanga Parbat, co w języku urdu znaczy Naga Góra, jest dziewiątym pod względem wysokości na ziemi. Ze względu na trudności zdobycia go oraz ofiary śmiertelne, jakie już pochłonął, nazywany jest też Zabójczą Górą. Stanąć na nim wspinacze próbowali już w XIX w., od rekonesansu Brytyjczyka Godfreya Thomasa Vigne w 1835 r. i pierwszej próby wejścia na szczyt w 1895 r. jego rodaka Alberta Mummery’ego z Gurkhiem Raghobiru Thapą. Udało się to jednak dopiero w 1953 r. Hermanowi Buhlowi, uczestnikowi siódmej wyprawy. Później także innym, również Polakom.

Jako pierwszym, 13 lipca 1985 r., Zygmuntowi Andrzejowi Heinrichowi, Jerzemu Kukuczce i Sławomirowi Łobodzińskiemu. A w dwa dni później pierwszemu w historii zespołowi kobiecemu na tym szczycie: Annie Czerwińskiej, Krystynie Palmowskiej i Wandzie Rutkiewicz. Dziesiątki zdobywców tej góry, lub uczestników wypraw na nią, przypłaciło to życiem. M.in. znakomita himalaistka (południowo) koreańska Go Mi-Sun, która dotarła na szczyty 11 ośmiotysięczników, ale przy schodzeniu z Nanga Parbat poślizgnęła się i zginęła. Zaś uczestnika pierwszej polskiej wyprawy, Piotra Kalmusa, porwała lawina.

Setki wspinaczy z wielu krajów weszło już na tę Zabójczą Górę, również zimą – po raz pierwszy w 2016 roku, po 24 latach nieudanych prób – kilkoma znanymi trasami. Wielkie wyzwanie dla najambitniejszych himalaistów stanowiła jednak również sąsiadująca z Nanga Parbat grań Mazeno. Stanowiąca już sama w sobie ogromną trudność do pokonania. Przypomina ona bowiem, rozciągający się na długości 10 kilometrów, od przełęczy Mazeno do tzw. Szczerby Mazeno (6700 m n.p.m.), grzbiet smoka, na którym znajduje się 8 samodzielnych wierzchołków o wysokości ponad 7 tys. m n.p.m.

Przy czym bez możliwości zejścia z niej w innych miejscach, niż te dwa wymienione. W pewnym momencie powrót staje się już niemożliwy, gdyż byłby trudniejszy i bardziej ryzykowny, niż marsz dalej. Próby przejścia tę grań podejmowało od roku 1979 co najmniej 9 wypraw zorganizowanych przez kilka krajów. Z dwukrotnym udziałem w nich m.in. znakomitego polskiego himalaisty Wojtka Kurtyki, uhonorowanego w 2016 r. za całokształt osiągnięć wspinaczkowych „Górskim Oskarem” – Złotym Czekanem. Niestety bez powodzenia. Udało się to dopiero dwu Szkotom: Sandy’emu Allanowi i Rick’owi Allenowi.

Po przejściu grani Mazeno postanowili oni kontynuować wspinaczkę aż na szczyt Nagiej Góry, po rezygnacji, z braku sił, pozostałych 4 uczestników ich wyprawy. W tym jedynej kobiety – wybitnej himalaistki Catherine (Cathy) O’Dowd i trzech Szerpów, z którymi wspólnie przeszli, jako pierwsi w historii, tę grań. Na szczyt Nanga Parbat weszli 15 lipca 2012 r. Sandy Allan miał wówczas lat 57, a Rick Allen 59 !. Ich wyprawa, przez całą grań w 6-osobowej grupie, później tylko we dwu, trwała w sumie 18 dni, z czego 14 wspinaczkowych, z 9 obozami i trzema noclegami bezpośrednio w wykopanych czekanami śnieżnych jamach na wysokości ponad, lub niewiele mniej, 7 tys. m n.p.m. Bez namiotu i karimat oraz zgodnie z alpejskim systemem wspinania, bez tlenu.

Ostatnie 3 doby także bez wody, gdyż zepsuła się zapalniczka gazu i nie mogli więc topić śniegu. Zaś końcowy tydzień na resztkach jedzenia, w końcu zupełnie bez niego. Historia tej niesamowitej wyprawy zakończonej sukcesem i to bez ofiar, chociaż z kilkakrotnym zagrożeniem zdrowia i życia jej uczestników, opisana została w książkowej relacji jej organizatora i szefa, wydanej właśnie w polskim tłumaczeniu przez Bezdroża. W trzech częściach i 11 rozdziałach z prologiem i podziękowaniami dla tych, którzy umożliwili zorganizowanie, odbycie i sukces ekspedycji, autor opisuje przygotowania do przejścia grani Mazeno, która była jego obsesją od kilkunastu lat, oraz wejścia z niej na szczyt Nanga Parbat, autor opisuje nie tylko przebieg tego wyczynu.

Pisze o podjęciu i zrealizowaniu jednego z ostatnich wielkich wyzwań himalaizmu, ale również o swoich, jak również innych wspinaczy, wcześniejszych wyprawach i osiągnięciach. Od młodzieńczych w okoliczne szkockie góry, w których urodził się, a następnie w Alpy, z ważnym okresem częstych wypadów do francuskiego Chamonix, kilkakrotnym wejściem na Mont Blanc i inne alpejskie szczyty. Jak również o wspinaczkach w innych górach, zwłaszcza Himalajach, w których zdobywał w ramach wypraw, lub z klientami jako przewodnik, m.in. Mount Everest, Czo Oju, Lhotse i – wcześniej – Nanga Parbat oraz próbował przejść grań Mazeno.

Już w prologu autor daje próbkę ciekawego opisu zmagań z górami, zimnem, mgłą, śnieżycami, wiatrem i niespodziankami pogody oraz pokonywania różnych trudności. Później opisuje swoich mentorów we wspinaczkowym „rzemiośle”, podróż do miejsca startu na wyprawę życia słynną Karakorum Highway – szosą przez Karakorum – po wielu latach od momentu, gdy jechał nią po raz pierwszy. I bardziej szczegółowo przebieg samej wyprawy, z wieloma niesamowitymi momentami oraz pokonywaniem nieprzewidzianych trudności w jej trakcie.

Z wielkim uznaniem i szacunkiem pisze o ciężkiej pracy Szerpów. Niedocenianej, zwłaszcza przez uczestników wypraw komercyjnych. Podkreślając, że Szerpowie i inni lokalni pomocnicy wspinaczy bywają nie tylko tragarzami, kucharzami, czy ludźmi od wytyczania i poręczowania linami trudniejszych odcinków tras, ale najlepsi z nich także doskonałymi przewodnikami i samodzielnymi organizatorami wypraw. Wspomina również wielu wspinaczy, zarówno tych, z którymi wspólnie wchodził na szczyty lub uczestniczył w wyprawach, jak i spotykanych wcześniej na szlakach. A także starszych, książki i relacje których wysoko cenił.

Niekiedy wtręty na te tematy są nadmiernie szczegółowe, a przytaczane nazwiska chyba wielu potencjalnym czytelnikom tej książki nic, albo niewiele mówią. Ale to jest jedyny, niewielki zresztą, jej słaby punkt. No może jeszcze rozważania autora o jego samopoczuciu w niektórych, szczególnie trudnych momentach wyprawy. Zwłaszcza po decyzji czwórki jej uczestników o rezygnacji ze wspinania się aż na szczyt Nagiej Góry. Ze szczególnym zainteresowaniem czytałem opisy sytuacji trudnych i wydarzeń, które omal nie doprowadziły do śmierci niektórych uczestników.

Np. odpadnięcie od ściany związanych ze sobą liną dwu Szerpów i ich dramatyczne ześlizgiwanie się nad głęboką przepaść, dopiero na skraju której zdołali, poobijani,  wyhamować. I o, jak się okazało, chyba najtrudniejszym odcinku wyprawy, wejściu, a następnie mozolnym schodzeniu z Nanga Parbat we mgle, po świeżym, skłonnym do tworzenia lawin śniegu, zapadaniem się w nim po kolana, a nawet pas. Zdobywcy zarówno grani Mazeno jak i szczytu, o czym zdołali telefonicznie powiadomić bazę i świat, musieli jeszcze kilka dni walczyć o przeżycie. Nie dotlenieni, głodni, odwodnieni, wychłodzeni.

„Po zejściu z wierzchołka – zacytuję autora – czułem się tak, jakbyśmy ledwie uszli z życiem”. I kilka stron dalej: „… nigdy nie przebywałem tak długo na tak dużej wysokości bez jedzenia lub wody. Nie miałem pojęcia, jak szybko może nastąpić nasz zgon.” Bo obaj himalaiści byli już tak wyczerpani, że mieli podczas schodzenia także halucynacje. Autor widział np. – i usiłował fotografować – „widziane” zjawy. Czarownicę, dawnych uczestników wpraw siedzących na skałach, białego królika w czerwonej kurteczce i filcowym kapeluszu. W momencie, gdy schodząc byli już bliscy załamania i braku sił na dalszą drogę w dół, spotkali wspinających się w celach aklimatyzacyjnych dwu himalaistów czeskich, uczestników innej wyprawy, którzy poratowali ich płynami i cukierkami oraz umożliwili zapalenie maszynki aby stopić trochę śniegu i zahamować coraz głębsze odwodnienie organizmu. A następnie zejść do jednej z dolnych baz na tym szlaku, gdzie czekali już na nich ratownicy wysłani z pomocą, zwłaszcza  jedzeniem i gorącymi napojami. Chociaż byli oni przygotowani i na to, że może będą musieli transportować zwłoki zdobywców grani Mazeno i z niej szczytu Nanga Parbat.

Wyprawa skończyła się więc pełnym sukcesem. Nawet ich pobielałe palce rąk i nóg nie okazały się odmrożonymi. Chociaż dokonali rzeczy, która wcześniej nie udała się nikomu. Obaj wspinacze wyróżnieni zostali za ten wyczyn Złotymi Czekanami w roku 2013 i wpisani na listę tych, którzy mają największe osiągnięcia w himalaizmie. Książka ta, ilustrowana blisko 70 zdjęciami, na pewno warta przeczytania nie tylko przez osoby pasjonujące się wyczynami we wspinaniu w górach, skłania jednak także do zastanowienia nad granicami ludzkiej wytrzymałości oraz sensem aż tak wielkiego narażania życia i zdrowia. A także tym, co ich do tego skłania. Ale to już inny temat.

 

Cezary Rudziński

MAZENO

NA DRODZE BEZ POWROTU. PIERWSZE PRZEJŚCIE GRANI MAZENO NA NANGA PARBAT. Autor: Sandy Allan. Tłumaczenie: Krzysztof Krzyżanowski. Bezdroża, Wydawnictwo Helion, wyd. I, Gliwice 2017, str. 246. ISBN 978-83-283-2953-9.

Dział: Globtroter
poniedziałek, 17 lipiec 2017 12:36

Pierwsi Polacy na Wielkim Szlaku Himalajskim

Było to jedno z największych osiągnięć w polskiej turystyce ekstremalnej 2015 roku, wyróżnione Kolosami. Pierwsze przejście Polaków – pary małżeńskiej Joanny Lipowczan i Bartosza Malinowskiego, Wielkiego Szlaku Himalajskiego w Nepalu. Liczy on około 1700 km, prowadzi zarówno przez dżunglę w jego południowo wschodniej części i gorące, nawet w zimie, tereny w części północno zachodniej, jak i skalne bezdroża, lodowce i przełęcze na wysokości ponad 5, a nawet 6 tys. m n.p.m. Według oferty jednej z nepalskich agencji trekkingowych organizujących wyprawy po tym szlaku, jego przejście wymaga 156 dni, a wraz z dotarciem do Taplejung na jednym jego krańcu i powrót z Kanczendzonga Base Camp na drugim, 180 dni.

Dział: Globtroter
piątek, 08 styczeń 2016 14:42

Przeszli Wielki Szlak Himalajski

Wielki Szlak Himalajski jako pierwsi Europejczycy przeszli jednym ciągiem i bez jakiegokolwiek wsparcia. Polskie małżeństwo Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski z Warszawy liczącą 1700 km trasę pokonali w cztery miesiące, wspinając się na wysokość 6190 m.

Dział: Globtroter
piątek, 14 listopad 2014 11:25

„Karkonoskie Dni Lajtowe" w Karpaczu

Piętnasta edycja „Karkonoskich Dni Lajtowych" organizowanych przez Miasto Karpacz oraz Polski Klub Alpejski rozpoczyna się w Karpaczu w Hotelu Gołębiewski w piątek 14 listopada i potrwa do niedzieli 16 listopada. Dni Lajtowe są świętem ludzi gór, cyklicznym spotkaniem wszystkich członków i sympatyków Polskiego Klubu Alpejskiego.

Dział: Polska
wtorek, 14 październik 2014 15:09

Azjatyckie lodowce, które nie topnieją

Zespół naukowców z USA stworzył model, który wyjaśnia anomalię Karakorum. W przeciwieństwie do innych części świata, tam górskie lodowce nie topnieją. Zespół w artykule opublikowanym w Nature Geoscience wyjaśnił czynniki, które brał pod uwagę oraz dlaczego ich symulacja wyjaśnia owe zjawisko.

Dział: Nauka
poniedziałek, 13 styczeń 2014 11:27

O himalaizmie dla ceprów

Blisko 20 lat temu wybitny już wówczas taternik – alpinista – himalaista (sam najczęściej określa się tym drugim) Aleksander Lwow, zdobywca 4 „ośmiotysięczników" w Himalajach i Karakorum, uczestnik dwu najważniejszych polskich wypraw w góry najwyższe (zimowej 1979/80 na Everest i również zimowej 1987/88 na K-2) oraz licznych innych na trzech kontynentach, autor co najmniej kilku pierwszych w dziejach wspinaczkowych przejść lub wejść, napisał książkę o swoich górskich pasjach „Zwyciężyć znaczy przeżyć".

Dział: Książki
czwartek, 19 grudzień 2013 14:56

Jacek Teler - filozof, terapeuta i himalaista

W Polsce jako filozof związany jest z Papieską Akademią Teologiczną w Krakowie oraz terapeuta - współpracuje z ośrodkami dla nieletnich i bezdomnych. Zorganizował ponad 90 wypraw i trekkingów na czterech kontynentach, do których często zaprasza początkujących.

Dział: Globtroter
Strona 1 z 2

a