poniedziałek, sierpień 08, 2022
Follow Us
poniedziałek, 23 listopad 2015 10:32

Polska bez kompleksów

Napisane przez Krzysztof Przybył / natemat.pl
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Nowy rząd będzie musiał poradzić sobie z niejednym „gorącym kartoflem", który na odchodnym w dłonie nowej władzy przerzucili poprzednicy. I mówię to bez złośliwości czy wyrzutu – po prostu wiele trudnych spraw, których nie udało się rozwiązać w ostatnich latach, gabinet Beaty Szydło otrzyma w wianie.

O węglu i energetyce miałem okazję nie tak dawno pisać. Ale poważnych, trudnych decyzji wymaga też sfera obronności. Przede wszystkim (chociaż nie wyłącznie) w zakresie związanym z modernizacją polskiej armii. A jest to obszar, który wywołuje mnóstwo emocji i nie mniej kontrowersji. Dobrze jednak, że te emocje koncentrują się głównie wokół tego, jak wzmocnić nasz przemysł zbrojeniowy.

Ogłoszona jeszcze przez poprzedniego prezydenta decyzja o wyborze francuskiej oferty śmigłowców wywołała prawdziwą burzę. Wskazywano m.in., że taka decyzja sprowadzi udział polskiego przemysłu w realizacji kontraktu do minimum, do przysłowiowego „dokręcania śrubek" w wyprodukowanych we Francji maszynach. Jak na razie sprawa wydaje się otwarta, bowiem ustępujący minister obrony narodowej nie zdecydował się na sfinalizowanie zamówienia, a przyszły szef MON wyraźnie zapowiedział, że będzie dążył do powtórzenia procedury przetargowej.

Niech eksperci wypowiadają się, kto ma rację. Całe zamieszanie wokół śmigłowców Caracal przyniosło jednak widoczny, pozytywny efekt. Politycy wszystkich opcji mówią teraz jednym głosem: przy modernizacji polskiego wojska powinniśmy kierować się interesem polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Jak mantrę powtarzam, że wybór polskich produktów i usług nie jest żadnym patriotycznym poświęceniem. Powinniśmy decydować się na rodzime wyroby nie dlatego, że są polskie, ale dlatego, że nie ustępują jakością produktom z zagranicy (a często je przewyższają). To samo tyczy się polskiego przemysłu zbrojeniowego. Nie wziął się on znikąd, a ma wspaniałe tradycje, sięgające czasów Drugiej Rzeczypospolitej, że wymienię zakłady w Świdniku czy w Mielcu. Obecnie, dzięki inwestycjom realizowanym wspólnie z zagranicznymi partnerami, polska zbrojeniówka coraz śmielej wkracza na światowe rynki. Dlaczego więc z jej produktów, ze sprzętu docenianego na świecie, polskie wojsko ma nie skorzystać?

W tym kontekście niemile zaskakują opinie – a pojawiały się takie na przykład na łamach „Rzeczpospolitej" – że na zamówienia sprzętu wojskowego trzeba patrzeć jako na element budowania międzynarodowych sojuszy. Czyli, mówiąc krótko, kierować się przy zamówieniach kryteriami polityki międzynarodowej. Czy Polska, silny partner w NATO i w Unii Europejskiej, rzeczywiście musi uwiarygadniać się i zabiegać o sojuszników dając im intratne zamówienia, które mogą realizować polskie zakłady? Takie podejście może zakończyć się katastrofalnie zarówno dla naszej armii, jak i dla naszego przemysłu obronnego.

Chociaż od upadku realnego socjalizmu minęło już 26 lat, to nadal trudno nam uwierzyć w ogromne zmiany, jakie się od tego czasu dokonały. A przecież w tym czasie renomę w Europie i na świecie zdobyły nie tylko polskie marki, lecz również – Marka Polska. Uwierzmy w to i przestańmy mieć kompleksy. Z partnerami nie musimy rozmawiać z pozycji petenta, niezależnie, czy chodzi o politykę, czy o gospodarkę. W obu tych obszarach skromność nie jest cnotą, a wręcz przeciwnie.

Więcej w tej kategorii: « PiS - 100 dni Godło jak magnes! »

a