wtorek, lipiec 14, 2020
Follow Us
piątek, 21 październik 2016 15:06

Niedzielny kompromis

Napisane przez Jerzy Wysocki / wprost.pl/blogi
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Niedzielny kompromis fot. freeimages.com

Kompromis aborcyjny ma tę wadę, iż nie zadawala w pełni żadnej ze stron ale większą zaletę, że w znacznej mierze akceptują go wszyscy poza radykalnymi skrzydłami. A na tym polega właśnie istota kompromisu. Chyba czas na kompromis w innej sprawie: handel w niedzielę.

Tu, jak w przypadku aborcji, padły już wszystkie argumenty więc szkoda miejsca i czasu na ich przytaczanie. Oczywiście jestem za handlem niedzielnym, świątecznym, nocnym a nawet Wielkanocnym, ale nie ma to znaczenia. Znaczenie ma NSZZ „Solidarność", którego autorstwa jest projekt zakazu i rządząca partia, która ma go wdrożyć, mimo przestróg ekonomistów, że skutkować to będzie zwojem, a nie rozwojem gospodarki. A podobno o rozwój ma dbać rząd z silnym wicepremierem, ministrem rozwoju. Tak przynajmniej wynika z jednoznacznie brzmiącej nazwy resortu.

Jeden argument zwolenników zakazu jednak przytoczę cytując posła PiS Bartłomieja Stawiarskiego: - A wy z rękami w kieszeni będziecie w niedzielę kupować włoskie salami, podczas gdy kobieta na kasie będzie zarabiać na mortadelę dla dzieci, które zostały w domu i matki nie widziały.

Zostawmy salami i mortadelę, ale jakiś argument to jest. Może nie dla liberała ale neutralnego obserwatora społecznych i politycznych tendencji, które to wiodą nas w socjalną stronę, czy tego chcemy czy nie. Obserwatora, który rozumie też, że rządzący muszą płynąć z tą falą, jeśli zależy im na utrzymaniu swoich wciąż licznych wyborców. A tym bardziej już, gdy projekt przynosi historycznie zasłużony i bliski rządowi związek zawodowy. Ale zastanówmy się, czy nie da się racjonalnie rozwiązać problemu.

40 procent pracowników handlu pracujących w niedzielę sprzeciwia się zakazowi handlu w ten dzień – wynika z badania TNS. Znaczy to, że ci ludzie pracują już w niedzielę i chcą w ten dzień pracować nadal. A ta liczba wystarczy by zapewnić sklepom personel.

Zostawmy więc wspomnianą przez posła kobietę od mortadeli a konkretnie zostawmy ją w domu z dziećmi. Niech idą do ZOO lub cyrku, zimą ulepią bałwana, latem poleżą nad Wisłą. I wcale to nie ironia, niech robią co im się podoba. To dla handlu w żaden problem. Czterech na dziesięciu pracowników chce w niedzielę pracować. To dlaczego im zabraniać? W imię jakich racji i jakiej logiki, jakiej doktryny?

Lenin wprowadzając nakaz pracy w Związku Radzieckim rzucił hasło: Kto nie pracuje, ten nie je. W komunistycznej Polsce nakaz pracy wprowadził Bierut. Tych którzy się uchylali, nazywano pasożytami społecznymi. Po tych idiotycznych doświadczeniach z nakazem pracy, mamy wprowadzać kolejny idiotyzm: zakaz pracy!

Ale skoro już wszystko w tę stronę zmierza, to czy można wzorem aborcyjnego, zawrzeć kompromis niedzielny? Czyli po prostu wprowadzić dobrowolności pracy w ten dzień. Ucieszy się kobieta od mortadeli i 40 procent chcących w ten dzień pracować. 49 procent (za TNS) pracowników handlu nie chce pracować w niedzielę, to nie będzie. Ich sprawa, ich nowe prawo. Każdy będzie zadowolony. A już najbardziej trzy czwarte Polaków robiących w niedzielę zakupy.

a